Reklama

Górzyca

Konsekracja dziewicy

2018-05-09 10:54

Ks. Adrian Put
Edycja zielonogórsko-gorzowska 19/2018, str. III

Ks. Adrian Put
Elżbieta Lont w rozmowie z bp. Tadeuszem Lityńskim przed liturgią konsekracji

W kościele parafialnym w Górzycy 6 maja bp Tadeusz Lityński przyjął do grona dziewic konsekrowanych w naszej diecezji kolejną osobę. Elżbieta Lont od lat jest katechetką. Religii uczy od 1990 r. Obecnie od 25 lat mieszka i katechizuje w Górzycy. – Już od 18. roku życia myślałam o takiej drodze życia. Szukałam, jak móc to pragnienie zrealizować. Na początku nie wiedziałam, że istnieje możliwość indywidualnej drogi konsekracji. Jeździłam na różne rekolekcje i ciągle szukałam. Chciałam jednak być przede wszystkim blisko Pana Jezusa. Osiem lat temu zgłosiłam się do kapłana odpowiedzialnego w naszej diecezji za indywidualne życie konsekrowane i tak rozpoczęłam przygotowanie – powiedziała Elżbieta Lont.

Pełna treść tego i pozostałych artykułów z NIEDZIELI 19/2018 w wersji drukowanej tygodnika lub w e-wydaniu.

Tagi:
dziewica konsekrowana

Z obrączką na palcu bez mężczyzny u boku

2017-08-24 10:12

Marta Wiatrzyk-Iwaniec
Edycja zielonogórsko-gorzowska 35/2017, str. 6-7

Nie jest mężatką, a nosi obrączkę. Zakochała się w Jezusie Chrystusie. Spotkał ją na pewnym etapie jej życia, zatrzymał się przy niej, oczarował ją sobą, ona zachwyciła się Nim i tak już zostało. I mogłoby tak już trwać. Miała przecież ustabilizowane życie zawodowe, wiernych przyjaciół, angażowała się w życie Kościoła – czegóż chcieć więcej?

Archiwum autorki
Eleonora Sikora z Gorzowa

Ale ta historia miłosna Boga i kobiety nie zakończyła się na rutynowych czynnościach duchowych i praktykach religijnych, lecz miała ciąg dalszy. Cztery kobiety z naszej diecezji podjęły decyzję o dziewictwie konsekrowanym. Jedna z nich mieszka w Zielonej Górze, druga w Gorzowie, pozostałe obecnie żyją i pracują poza diecezją, a w całej Polsce jest ich 255. Jak wygląda ich codzienność? Dlaczego wybrały taki styl życia? Jakie warunki należy spełnić, by zostać dziewicą konsekrowaną? Tajemnicę swojej drogi życiowej opowiedziały dwie z nich – Maria Moskaluk oraz Eleonora Sikora.

Niesamowite historie

Zadziwiające w ich historii jest to, że swoje powołanie obie odkryły w wieku nie tyle młodzieńczym, co dojrzałym. Wiąże się to z cezurą wiekową – na taką ścieżkę życiową nie mogą wkroczyć osoby zbyt młode, preferuje się wiek od 26 lat wzwyż. Warunkiem dopuszczenia do konsekracji, poza dojrzałością duchową kobiety, jest konieczność spełnienia wymogu czystości, wyrażający się w tym, że nie zawarła ona związku małżeńskiego ani nie żyła publicznie w stanie zaprzeczającym czystości, czyli nie mieszkała z mężczyzną, a w ogólnej opinii środowiska cieszy się poważaniem jako kobieta obyczajna. Kandydatka do tego stanu powinna zwrócić się do biskupa diecezjalnego.

(Nie)zwyczajne życie

Dziewica konsekrowana żyje w świecie sama, musi zarobić na swoje utrzymanie, nie ma nad sobą bezpośredniego przełożonego jak siostry zakonne (choć podlega biskupowi), może mieszkać sama, ale nie ma przeciwwskazań, by mieszkała z rodzicami lub rodziną, nie podlega żadnej strukturze życia wspólnotowego, lecz może przynależeć do wybranej przez siebie parafialnej wspólnoty. Jest to forma życia indywidualnego w świecie dedykowana tym kobietom, które chciałyby w sposób szczególny należeć do Chrystusa i naśladować Go, ale nie widzą siebie we wspólnocie zakonnej. Początki sięgają czasów apostolskich i to właśnie z tego stanu narodziły się zakony, gdy dziewice konsekrowane zaczęły łączyć się we wspólnoty. Istotnym elementem w życiu dziewicy konsekrowanej jest dążenie do osobistej świętości, a priorytetem jest być w Kościele bardziej niż działać.

W samotności?

Nasuwa się tutaj pytane, czym różnią się od osób wybierających życie w świecie w samotności, które również z racji tego stanu są zobowiązane do zachowania czystości, czyli osób popularnie nazywanych singlami. I po co ta konsekracja? Czy nie wystarczy prywatny ślub czystości? Eleonora Sikora przyznaje, że punktem ciężkości jest miłość do Chrystusa oraz pragnienie całkowitego poświęcenia się Jemu sercem, duszą i ciałem, które przybiera formę publicznego wyznania, jakim jest ceremonia konsekracji. – Małżeństwo jest tylko cieniem tego życia, które wybieramy. Myślę, że wszystko to, co jest, okaże się tam, po drugiej stronie – dodaje.

Jak?

Jak to się stało, że pani Maria i pani Eleonora zostały dziewicami konsekrowanymi? W jaki sposób Bóg przemówił do ich serc? Obie kandydatki nie były zaznajomione z istotą dziewictwa konsekrowanego, nie słyszały o takiej możliwości życia, aż do pewnego momentu, gdy sam Pan zaprosił je na tę drogę. Myśl o tym, że ramiona Pana Jezusa są otwarte dla pani Eleonory powstała w trakcie adoracji w czasie pielgrzymki do Fatimy po drodze we Francji – konkretnie w Paryżu w bazylice Sacré Coeur w sierpniu 1996 r. Pierwszy impuls, który mocno poruszył jej serce, powstał podczas Mszy św. w 2005 r., kiedy będąc na drugim tygodniu rekolekcji ignacjańskich, usłyszała intencję: „Za dziewicę konsekrowaną”. Rok później, odprawiając kolejny tydzień rekolekcji, ponownie do jej uszu dotarła ta sama intencja mszalna i wówczas zrozumiała, że jest to bezpośrednio do niej skierowane Boże wezwanie, za którym podążyła. Po rekolekcjach otrzymała kontakt do dziewicy konsekrowanej, zaczęła czytać książki na ten temat, a w 2007 r. podjęła decyzję o zgłoszeniu się do bp. Adama Dyczkowskiego z formalną prośbą o zgodę na podjęcie formacji przygotowującej ją do ceremonii konsekracji, która trwała półtora roku.

Dla pani Marii istotne było odnalezienie swojego miejsca w Kościele: – Wiedziałam, co mam robić w życiu. Lubię swoją pracę, ale chciałam wiedzieć, co mam robić w Kościele. Chciałam mieć tożsamość, mieć swoje miejsce w Kościele. W procesie poszukiwań nie odnajdywałam tej drogi dla siebie. Chodziło mi o Kościół, nie o życie w świecie, dlatego nie interesował mnie stan bezżenny, czyli singielki. Potrzebowałam, by Bóg skonkretyzował tę przynależność do Niego – mówi. Któregoś dnia w 2006 r. po Komunii św. w czasie pierwszej niedzieli Adwentu pani Maria usłyszała w swoim sercu słowa: „Wychowuję cię do dziewictwa konsekrowanego”. Te słowa ją zaskoczyły, ponieważ nie wiedziała, co to jest. Po powrocie do domu zaczęła poszukiwać w Internecie informacji na ten temat. Zdobywając wiedzę, upewniała się, że to jest jej droga, co ją niezmiernie ucieszyło. Okres przygotowawczy trwał 3 lata, aż wreszcie nadszedł upragniony dzień 21 listopada 2009 r., wspomnienie Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny, dzień konsekracji. Niby listopad, ale Bóg zrobił mały prezent dla pani Marii, nietypowo jak na tę porę roku niebo było błękitne i sunęły po nim białe obłoczki...

Ślub

Obrzęd zaślubin z Chrystusem stał się wyjątkowym momentem w ich życiu, dzieląc życie na „przed” i „po”. – Jestem absolutnie szczęśliwa – wyznaje pani Maria. – Bóg potwierdza powołanie do tego stanu. Po odkryciu, czym jest dziewictwo konsekrowane, nie widziałam siebie gdzie indziej. Byłam zdeterminowana, sądziłam, że już nie ma dla mnie miejsca w Kościele – nie zakon, nie instytut, nie bezżenność, ja chciałam konkretów. Nie chciałam być wolnym elektronem w Kościele. Po ceremonii konsekracji jakość relacji z Nim się zmieniła i wciąż ewoluuje. Pani Maria wierzy, że wszystko jest w życiu po coś, dlatego stara się nie unikać nieznanych i trudnych sytuacji, czy ludzi, którzy mogą być męczący, przez co pokonuje samą siebie ze względu na miłość do Chrystusa. Przyznaje, że po konsekracji chętniej podejmuje wyzwania, które są nawet wbrew jej charakterowi. W życiu codziennym doświadcza pokoju mimo sytuacji, które są wymagające. W relacji do Boga mówi, że jest nieśmiała, ale zdarzają się w życiu takie skomplikowane wydarzenia, kiedy wie, że tylko On może daną sprawę załatwić. Wówczas jest natarczywa i powołuje się na dar konsekracji, prosząc Go o rozwiązanie. Podobnie pani Eleonora wyznaje, że chcąc wyprosić łaskę w sytuacji różnych trudności czy kryzysów, czasami ucieka się do odprawienia 9-dniowej nowenny z wykorzystaniem modlitwy konsekracyjnej, która w sposób szczególny zmiękcza serce Boga, gdy jest zanoszona przez jego konsekrowane oblubienice.

Dla pani Eleonory życie po konsekracji również się zmieniło: – Pewne znajomości się urwały, inne relacje się poluźniły, nastąpiło ogałacanie z dużej liczby znajomych, by zrobić miejsce dla Pana Jezusa – mówi. Metamorfoza objęła również sferę zawodową – do 2009 r. była czynną trenerką piłki nożnej, miała bardzo dużo treningów w klubie, a oprócz tego pracowała na uczelni, jednak z własnej woli zrezygnowała z nadmiaru zajęć, by przenieść środek ciężkości z życia ogólnoświatowego na życie duchowe. – Żeby żyć z Panem Jezusem, nie da się na trzy minuty usiąść, westchnąć. Myślę, że wszelkie poważne kryzysy zaczynają się, gdy się zaprzestaje życia duchowego – podkreśla. Dziewice konsekrowane dbają o strawę duchową: starają się uczęszczać na codzienną Mszę św., odprawiają Jutrznię i Nieszpory, chodzą na adorację, medytują, oddają się rozmyślaniu, jeżdżą na comiesięczne spotkania dziewic, korzystają z dni skupienia u sióstr zakonnych, odprawiają rekolekcje, mają obowiązek posiadania spowiednika i kierownika duchowego. Pani Eleonora na weekendy wyjeżdża do Myśliborza lub Warszawy na chwile skupienia. Wieczorami słucha katechez o. Augustyna Pelanowskiego, któremu – jak wyznaje – bardzo wiele zawdzięcza w swojej drodze duchowej.

Ofiarowana czystość

Złożony ślub czystości dziewice konsekrowane rozumieją nie tylko dosłownie w sensie fizycznym. Pani Maria przyznaje, że czystość ma dla niej szersze znaczenie i pragnie ją zachowywać w innych dziedzinach życia, jak chociażby w czystości wypowiadanego słowa. W praktyce oznacza to np. powstrzymywanie się niekiedy od mówienia, obmowy, wybór milczenia, właściwy dobór słów, wybór ogólnie pojętej czystości języka mówionego. To jest upragniony ideał, prowadzący do czystości wewnętrznej i bliskości Boga.

Jak przystało na Boskiego Małżonka, Pan Jezus okazuje miłość na różne sposoby swojej oblubienicy. O jednym z nich wspomina pani Eleonora. W czasie pewnej rozmowy, w przeddzień rocznicy konsekracji, spowiednik powiedział jej, że widział w duchowym widzeniu różę. W nocy pani Eleonora dostała SMS-a z różą, a gdy poszła na śniadanie – dostała różę. Potem poszła do katedry i tam też dostała różę, a wieczorem pod drzwiami czekała na nią dziewczyna z bukietem róż, które okazały się przesyłką z okazji konsekracji. Pan Jezus w ten sposób obsypał swoją oblubienicę ulubionymi kwiatami.

Czy dziewice konsekrowane mogą robić makijaż lub malować paznokcie? W społecznym wyobrażeniu może się to nie godzić: jak to – dziewica i farbowane włosy? Dziewica i manicure? Ale czy oblubienica Pana nie może pomalować siwiejących włosów lub ukryć podkrążonych oczu pod warstwą korektora? Żadne dokumenty nie wspominają nic na ten temat. Ponoć może...

Dobrą nowiną dla kobiet, które wstąpiły w sakramentalny związek małżeński, a teraz są wdowami, jest ta, iż dla nich również istnieje możliwość złożenia ślubu czystości. W naszej diecezji mamy dwie wdowy konsekrowane, zwane inaczej wdowami pobłogosławionymi.

Miałam wrażenie, że rozmowa z dziewicami konsekrowanymi w pewien sposób oczyszcza, a kontakt z nimi wprowadza jakąś duchową przejrzystość w duszy. W końcu to, czym człowiek żyje, promieniuje na innych, a zatem jeśli jest to czystość, jaką żyją, to udziela się ona dookoła. I to pewnie kolejny ich charyzmat.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zielone Świątki, tatarak w kątki!

Maria Potocka
Edycja kielecka 22/2004

Po Bożym Narodzeniu i Wielkanocy przez długie wieki w sposób najbardziej uroczysty świętowano właśnie Zesłanie Ducha Świętego. Jest to jedno z najstarszych świąt Kościoła wprowadzone już w II w. To Duch Święty napełnił mocą i żywą wiarą Apostołów tak, by na całym świecie mogli głosić prawdy wiary Chrystusowej.
W początkach chrześcijaństwa święto nosiło nazwę pentekoste - pięćdziesiąt dni po Wielkiej Nocy. W Polsce, podobnie jak w innych krajach europejskich, tradycje zielonoświątkowe łączą się jeszcze z elementami obyczajów pogańskich, szczególnie z tymi, które wiązały się ściśle ze świętem rolników i pasterzy. Obfitowały one w pieśni, modlitwy, procesje błagalne wśród pól o dobry urodzaj. W narożnikach pól zatykano gałązki zieleni, by chronić od gradobicia.
Różne regiony Polski dopracowały się nieco odmiennego obyczaju zielonoświątkowego, ale wszystkie łączyła radość z tej najpiękniejszej pory roku. Domy i obejścia musiały być udekorowane kaskadami zieloności, wśród której pierwsze miejsce zajmowały brzezina, jodła, klon i tatarak. Gałęzie zatykano za obrazy i belki, układano je na sprzętach i pułapach, a podłogę wysypywano rześko pachnącym tatarakiem.
„Musiało być wszędzie zielono: w oknach, ścianach, płotach - musiało się mienić świeżym liściem (...). W okolicach Pińczowa na ten dzień mieszkańcy wsi rozrzucają tatarak po podłodze w izbach i przed sieniami, a ponadto majętniejsi włościanie pieką na te święta placek z twarogiem, powszechnie tu nazywany kołaczem” (W. Siarkowski, Materyjały do etnografii ludu polskiego z okolic Pińczowa, reprint Kielce 2000, s. 25).
Zieleń była od czasów pogańskich łączona z tymi dniami. Zielone wieńce zdobiły głowy dziewcząt, a wieńce z liści brzozy, dębu i klonu zakładano nawet na szyje koni i rogi bydła, zaś wianuszki z polnych kwiatów opasywały szyje gęsi i kaczek. Wybór liści nie był przypadkowy; delikatna brzoza miała wzbudzać miłość i sympatię, dąb zapewniał przyjaźń i długie życie, a klon - zdrowie. Wierzono, że cechy te przechodzą z liści na zwierzęta.
Zielonym Świętom towarzyszyły zabawy ludowe, m.in. gonitwy czy wdrapywanie się na wysoki słup zwany majem (np. w okolicach Bliżyna), chodzenie po domach z „gaikiem” i zbieranie datków. Nie brakowało wówczas zabaw o charakterze matrymonialnym. Zdaniem przede wszystkim Oskara Kolberga, jak i innych etnografów, zwyczaje tego święta trzeba łączyć z tradycją sobótkową. W naszym regionie była ona szczególnie związana z Łysicą i okolicami Świętego Krzyża, gdzie świętowano według wręcz pradawnego schematu pogańskiego, a ponadto łączono to z organizacją w tych dniach jarmarku.
Jeszcze w średniowieczu Kościół zwalczał te zabawy jako uporczywe pozostałości pogańskie, pozwalając tylko na „majenie obejść zielenią, jako otwieranie zielonych bram dla Ducha Świętego, aby zechciał nawiedzić domy dla oświecenia serc i umysłów mieszkańców” (H. Szymanderska, Polskie tradycje świąteczne, Świat Książki, Warszawa 2003, s. 258). W 1468 r. król Kazimierz Jagiellończyk zakazał urządzania w tych dniach zgromadzeń na Łysej Górze. Z powodu „niezliczonych, gorszących wypadków” Kościół zabraniał także surowo obrzędów na Łyśćcu, ale zebrania przeniosły się wówczas na Górę Witosławską - prawdopodobnie dawne pogańskie miejsce kultowe w Paśmie Jeleniowskim.
Zwyczaj ogni sobótkowych w drugi dzień Zielonych Świąt do niedawna bywał praktykowany w niektórych rejonach. Tak oto Władysław Anczyc pisał przed laty o sobótkach:
„Rzecz szczególna, że gdy w innych stronach Polski obrzęd ten od wieków odbywa się w wigilię św. Jana, w Krakowskiem palą sobótki w dzień Zielonych Świątek. Wieczorem od Ojcowa do Lanckorony, od Wzgórz Chełmskich aż po mogiłę Wandy, cały widnokrąg goreje tysiącami ognisk po wzgórkach, jak nieprzejrzane obozowisko wśród nocy. Przy każdym ognisku mnóstwo włościan otacza kręgiem palący się stos gałęzi i słomy, wciąż podsycany. W pośrodku bucha ciemnym płomieniem beczka smolna umyślnie na ten cel u smolarzy zakupiona. Dookoła stosu biegają chłopcy, często skaczący przez ogień, jakby przez kąpiel dla oczyszczenia grzechów...”.
Od 1931 r. Zielone Świątki stały się świętem ruchu ludowego, kiedy to stare tradycje zaczęto łączyć z wystąpieniami i wiecami ludowymi. W polskim kalendarzu Zielone Święta trwały dwa dni aż do r. 1957, kiedy to drugi dzień przestał być dniem wolnym

Charakterystyczną rośliną Zielonych Świątek jest balsamiczny tatarak, powszechnie używany od XVI w., gdyż wcześniej ta pospolita roślina, zarastająca bujnie brzegi stawów i strumieni, nie była znana.
Tatarak przywędrował z Azji. Przywieźli go do Pragi z Konstantynopola posłowie cesarscy przy tureckim dworze, skąd rozpowszechnił się po całej Europie Środkowej. Równie dobrze mógł przybyć do Polski z najazdami tatarskimi. Jednakże już w starożytności stosowany był do okadzania sprzętów i pomieszczeń. Dotąd Indianie Ameryki Północnej, gdy są zmęczeni, stosują proszek lub wywar z tataraku. Ludowe nazwy tej rośliny to: tatarczuk, tatarskie ziele, ajer, bluszcz, kalmus, łobzie, szuwar. Liście tataraku były używane jako podkładka do wypieku chleba, a jego kłącza - do pielęgnacji włosów. Bywa on także stosowany do wyrobu suchej konfitury z tataraku i kalmusówki bądź wykwintnych likierów, a także dodawany do mięs. Niestety, tego rodzaju tatarakowe tajniki kulinarne, pozostają raczej tajemnicą naszych prababek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Kolegium Kardynalskie w nowym składzie

2018-05-20 18:29

kg (KAI/VaticanInsider) / Watykan

Po zapowiedzi Franciszka z 20 maja, iż 29 czerwca zamierza wręczyć birety kardynalskie 14 nowym duchownym, Kolegium Kardynalskie liczyć będzie 227 członków, z których 126 będzie mogło wybierać nowego papieża. Gdyby do tego doszło już teraz, oznaczałoby to przekroczenie o 6 dopuszczalnej liczby elektorów, ustalonej jeszcze w 1970 przez bł. Pawła VI i potwierdzonej później przez św. Jana Pawła II.

Grzegorz Gałązka

Wśród wspomnianych 126 dotychczasowych i nowych purpuratów, uprawnionych do udziału w konklawe, najwięcej "swoich" będzie miał odtąd obecny papież - 59, podczas gdy kardynałów "od" Benedykta XVI jest 48 i "od" Jana Pawła II - 19. W tym gronie będzie 54 Europejczyków, a więc niespełna połowa, inne kontynenty mają odpowiednio mniej elektorów: cała Ameryka - 35, w tym Północna - 17, Południowa - 13 i Środkowa - 5, z Azji - 17, Afryki - 16 i z Oceanii będzie nadal 4 purpuratów poniżej 80. roku życia.

Włoski watykanista Andrea Tornielli, komentując na łamach portalu "VaticanInsider" najnowsze decyzje Franciszka, za jedną z największych niespodzianek uznał włączenie w skład Kolegium jałmużnika papieskiego, Polaka abp Konrada Krajewskiego. Wyraził przy tym uznanie dla jego postawy, przejawiającej się w pomaganiu "dniem i nocą ubogim, bezdomnym, migrantom i uchodźcom".

Tornielli przywołał też słowa nominata, powiedziane portalowi zaraz po oświadczeniu Ojca Świętego: "Nic nie wiedziałem jeszcze kilka minut po wymienieniu mego nazwiska, akurat wyjeżdżałem rowerem z Watykanu, gdy wezwano mnie, abym słuchał papieża w czasie modlitwy Regina Caeli. Dla mnie było to całkowite zaskoczenie".

Z kolei patriarcha chaldejski abp Louis Sako zareagował żartem: "Naprawdę papież mianował mnie kardynałem? Ależ nikt mnie o to nie prosił". Dowiedział się o tej nominacji z rozmowy telefonicznej z Włoskim Wydawnictwem Misyjnym (EMI) kilku minut po zapowiedzi papieskiej. Dodał, że decyzja ta jest nie dla niego, ale dla Kościoła w Iraku i dla Iraku.

"Cały nasz kraj potrzebuje poparcia a ta nominacja podobna jest do tej, która dotyczyła nuncjusza w Syrii Mario Zenariego jako znak wsparcia ze strony papieża dla naszego Kościoła" - powiedział patriarcha Babilonii. Wyraził za to wielką wdzięczność Franciszkowi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem