Reklama

Aspekty

Lato Muz Wszelakich

23. Międzynarodowy Festiwal Sztuki Ulicznej – BuskerBus

Oglądając teatry uliczne w dniach 30 i 31 sierpnia 2019 uczestniczyliśmy w ostatnim wydarzeniu tegorocznego Lata Muz Wszelakich. Żegnali je razem z nami artyści uliczni z 11 krajów: Argentyny, Brazylii, Czech, Francji, Hiszpanii, Japonii, Niemiec, Polski, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Włoch.

[ TEMATY ]

BuskerBus

Krystyna Dolczewska

Akrobacje na rowerze w wykonaniu buskera z polskiego teatru „JaSię”

Buskerzy (nazwa artystów ulicznych) stosują różne techniki. Manipulują przedmiotami, żonglują, a także stosują techniki cyrkowe np. akrobatykę, bo buskerzy to bliscy krewni artystów cyrkowych, z tą różnicą, że ich sceną jest ulica. Pomnik, brama czy ławka mogą brać udział w akcji - są elementem sceno-grafii. Teatry uliczne, bardziej niż cyrki, angażują publiczność do współtworzenia opowiadanych wydarzeń, są bardziej dla widzów dostępne.

Patrząc na występy buskerów pomyślałam, że łączy ich z artystami cyrkowymi jeszcze jedna cecha – bardzo dobra, wręcz niesamowita kondycja fizyczna. W dwa ostatnie dni sierpnia mieliśmy upały i wykonuj tu człowieku akrobacje na rowerze, oczywiście jednokołowym, jak busker z polskiego teatru „JaSię” !

Organizatorem występów zielonogórskich jest Dyrektor Artystyczny Festiwalu BuskerBus Małgorzata Węglarz i Zielonogórski Ośrodek Kultury. Artyści występowali w trzech miejscach na Deptaku oraz na Starym Rynku.

Reklama

Festiwal BuskerBus jest jednym z najstarszych i największych festiwali tego typu w Polsce. Jego pomysłodawcą był Romuald Popłonyk (1951-2015), legenda Wrocławia, człowiek orkiestra, aktor teatralny. Grał na wszystkim np. także na grzebieniu, tarce. Aby ludzi w szarzyźnie PRL rozweselić, grał na ulicach. Spotkał się bardzo dużą sympatią wrocławian i to go zainspirowało do stworzenia festiwali BuskerBus w roku 1997. Współpracował w PRL ze sławną „Pomarańczową Alternatywą”.

Wspomnieniem o początkach sztuki ulicznej kończę mając nadzieję na spotkanie buskerów w przyszłym roku podczas LMW 2020.

2019-09-05 11:51

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Niedziela Palmowa w tradycji Kościoła

Szósta niedziela Wielkiego Postu nazywana jest Niedzielą Palmową, inaczej Niedzielą Męki Pańskiej. Rozpoczyna ona najważniejszy i najbardziej uroczysty okres w roku liturgicznym - Wielki Tydzień.

Początki obchodów

Liturgia Kościoła wspomina tego dnia uroczysty wjazd Pana Jezusa do Jerozolimy, o którym mówią wszyscy czterej Ewangeliści. Uroczyste Msze św. rozpoczynają się od obrzędu poświęcenia palm i procesji do kościoła. Zwyczaj święcenia palm pojawił się ok. VII w. na terenach dzisiejszej Francji. Z kolei procesja wzięła swój początek z Ziemi Świętej. To właśnie Kościół w Jerozolimie starał się bardzo dokładnie powtarzać wydarzenia z życia Pana Jezusa. W IV w. istniała już procesja z Betanii do Jerozolimy, co poświadcza Egeria (chrześcijańska pątniczka pochodzenia galijskiego lub hiszpańskiego). Autorka tekstu znanego jako Itinerarium Egeriae lub Peregrinatio Aetheriae ad loca sancta. Według jej wspomnień w Niedzielę Palmową patriarcha otoczony tłumem ludzi wsiadał na osiołka i wjeżdżał na nim do Świętego Miasta, zaś zgromadzeni wierni, witając go z radością, ścielili przed nim swoje płaszcze i palmy. Następnie wszyscy udawali się do bazyliki Zmartwychwstania (Anastasis), gdzie sprawowano uroczystą liturgię. Procesja ta rozpowszechniła się w całym Kościele. W Rzymie szósta niedziela Przygotowania Paschalnego początkowo była obchodzona wyłącznie jako Niedziela Męki Pańskiej, podczas której uroczyście śpiewano Pasję. Dopiero w IX w. do liturgii rzymskiej wszedł jerozolimski zwyczaj urządzenia procesji upamiętniającej wjazd Pana Jezusa do Jeruzalem. Z czasem jednak obie te tradycje połączyły się, dając liturgii Niedzieli Palmowej podwójny charakter (wjazd i pasja). Jednak w różnych Kościołach lokalnych procesje te przybierały rozmaite formy, np. biskup szedł pieszo lub jechał na oślęciu, niesiono ozdobiony palmami krzyż, księgę Ewangelii, a nawet i Najświętszy Sakrament. Pierwszą udokumentowaną wzmiankę o procesji w Niedzielę Palmową przekazuje nam Teodulf z Orleanu (+ 821). Niektóre przekazy podają też, że tego dnia biskupom przysługiwało prawo uwalniania więźniów.

Polskie zwyczaje

Dzisiaj odnowiona liturgia zaleca, aby wierni w Niedzielę Męki Pańskiej zgromadzili się przed kościołem, gdzie powinno odbyć się poświęcenie palm, odczytanie perykopy ewangelicznej o wjeździe Pana Jezusa do Jerozolimy i uroczysta procesja do kościoła. Podczas każdej Mszy św., zgodnie z wielowiekową tradycją, czyta się opis Męki Pańskiej (według relacji Mateusza, Marka lub Łukasza - Ewangelię św. Jana odczytuje się w Wielki Piątek). Obecnie kapłan w Niedzielę Palmową nie przywdziewa szat pokutnych, fioletowych, jak to było w zwyczaju dawniej, ale czerwone. Procesja zaś ma charakter triumfalny. Chrystus wkracza do świętego miasta jako Król i Pan. W Polsce istniał kiedyś zwyczaj, iż kapłan idący na czele procesji wychodził przed kościół i trzykrotnie pukał do zamkniętych drzwi kościoła, wtedy drzwi się otwierały i kapłan z wiernymi wchodził do wnętrza kościoła, aby odprawić uroczystą liturgię. Miało to symbolizować, iż Męka Zbawiciela na krzyżu otwarła nam bramy nieba. Inne źródła przekazują, że celebrans uderzał poświęconą palmą leżący na ziemi w kościele krzyż, po czym unosił go do góry i śpiewał: „Witaj, krzyżu, nadziejo nasza!”.

W polskiej tradycji ludowej Niedzielę Palmową nazywano również Kwietną bądź Wierzbną. W tym dniu święcono palmy, które w tradycji chrześcijańskiej symbolizują odradzające się życie. Wykonywanie palm wielkanocnych ma bogatą tradycję. Tradycyjne palmy wielkanocne przygotowuje się z gałązek wierzby, która w symbolice Kościoła jest znakiem zmartwychwstania i nieśmiertelności duszy. Obok wierzby używano także gałązek malin i porzeczek. Ścinano je w Środę Popielcową i przechowywano w naczyniu z wodą, aby puściły pąki na Niedzielę Palmową. W trzpień palmy wplatano również bukszpan, barwinek, borówkę i cis. Tradycja wykonywania palm szczególnie zachowała się na Kurpiach oraz na Podkarpaciu, gdzie corocznie odbywają się konkursy na najdłuższą i najpiękniejszą palmę.

W zależności od regionu, palmy różnią się wyglądem i techniką wykonania. Palma góralska wykonana jest z pęku witek wierzbowych, wiklinowych lub leszczynowych. Zakończona jest czubem z bazi, jedliny, bibułkowych kolorowych kwiatów i wstążek. Palma kurpiowska powstaje z pnia ściętego drzewka (jodły lub świerka) oplecionego widłakiem, wrzosem, borówką, zdobionego kwiatami z bibuły i wstążkami. Czub drzewa pozostawia się zielony. Palemka wileńska jest obecnie najczęściej świeconą palmą wielkanocną. Jest niewielkich rozmiarów, upleciona z suszonych kwiatów, mchów i traw.

Z palmami wielkanocnymi wiąże się wiele ludowych zwyczajów i wierzeń: poświęcona palma chroni ludzi, zwierzęta, domy. Od dawna istniał także zwyczaj połykania bazi, które to zapobiegają bólom gardła i głowy. Wierzono, że sproszkowane kotki dodawane do naparów z ziół mają moc uzdrawiającą, bazie z poświęconej palmy zmieszane z ziarnem siewnym podłożone pod pierwszą zaoraną skibę zapewnią urodzaj, krzyżyki z palmowych gałązek zatknięte w ziemię bronią pola przed gradobiciem i burzami, poświęcone palmy wystawiane podczas burzy w oknie chronią dom przed piorunem. Poświęconą palmą należy pokropić rodzinę, co zabezpieczy ją przed chorobami i głodem, uderzenie dzieci witką z palmy zapewnia zdrowie, wysoka palma przyniesie jej twórcy długie i szczęśliwe życie, piękna palma sprawi, że dzieci będą dorodne. Poświęconą palmę zatykano za świętymi obrazami, gdzie pozostawała do następnego roku. Palmy wielkanocnej nie można było wyrzucić. Najczęściej była ona palona, popiół zaś z tych palm wykorzystywano w następnym roku w obrzędzie Środy Popielcowej. Znany też był zwyczaj „palmowania”, który polegał na uderzaniu się palmami. Tu jednak tradycja była różna w różnych częściach Polski. W niektórych regionach zwyczaj ten jest związany dopiero z poniedziałkiem wielkanocnym. W większości regionów jest to jednak zwyczaj Niedzieli Palmowej, gdzie „palmowaniu” towarzyszyły słowa: Palma bije nie zabije - wielki dzień za tydzień, malowane jajko zjem, za sześć noc - Wielkanoc.

Dzisiaj, choć wiele dawnych obyczajów odeszło już w zapomnienie - tworzą się nowe. W wielu kościołach można nadal podziwiać kilkumetrowe plamy. Dzieci w szkołach, schole i grupy parafialne prześcigają się w przygotowaniu najładniejszych palm. Często pracom tym towarzyszą konkursy lub konkretne intencje.

CZYTAJ DALEJ

Dolnośląska Izba Rzemieślnicza w dobie kryzysu

2020-04-01 22:39

Fot. Dolnośląska Izba Rzemieślnicza

Zbigniew Ładziński, szef Dolnośląskiej Izby Rzemieślniczej

Dolnośląscy rzemieślnicy, choć sami borykają się z wieloma trudnościami, to chętnie angażują się w działania na rzecz ograniczenia pandemii koronawirusa. O bieżącej kondycji zakładów pracy i pomysłach na zbliżający się kryzys ze Zbigniewem Ładzińskim, szefem Dolnośląskiej Izby Rzemieślniczej rozmawia Grzegorz Kryszczuk.

Grzegorz Kryszczuk: Zarząd Dolnośląskiej Izby Rzemieślniczej podjął decyzję o sfinansowaniu kilku tysięcy maseczek przeznaczonych dla personelu i pacjentów placówek medycznych, uszytych przez krawców zrzeszonych w dolnośląskich cechach. To budująca postawa.

Zbigniew Ładziński: Zawsze jesteśmy wrażliwi na różnego rodzaju trudne wydarzenia. Uczestniczymy w akcjach charytatywnych, wspieramy osoby niepełnosprawne. Tym razem nasi rzemieślnicy podjęli zadanie uszycia maseczek, a inicjatorką tej akcji jest Wanda Fok z Cechu Rzemiosł Odzieżowo-Włókienniczych we Wrocławiu. Pani Wanda pracuje już 56 lat w zawodzie, a więc produkcja spoczywa w najlepszych rękach. Dolnośląska Izba Rzemieślnicza dostarczyła specjalny materiał, a nasze cudowne panie krawcowe szyją nieustannie. Maseczki trafią do Przylądka Dobrej Nadziei.

Jest tyle różnych szpitali, dlaczego akurat tam?

Tam są leczone bardzo chore dzieci, ciągle jest ruch, przychodzą osoby z zewnątrz, personel też nie ma środków ochronnych. Jest dramatyczna sytuacja, którą chcieliśmy odrobinę poprawić. Planujemy wyprodukować 4-5 tys. sztuk. Jesteśmy umówieni ze szpitalem na odbiór tych maseczek, ale dopiero kiedy one będą wszystkie uszyte. Zanim trafią do użycia muszą być wcześniej poddane sterylizacji.

Zamknięte sklepy, restauracje, ograniczenia w handlu. Walka z koronawirusem spowodowała duże straty ekonomiczne. Jak wygląda obecnie sytuacja zakładów pracy na Dolnym Śląsku?

Na samym początku epidemii wydawało nam się, że kryzys dotknie przede wszystkim branżę usługową, czyli fryzjerów, gastronomię czy kosmetyczną. Obecnie nie ma zakładu, który nie miałby z tego powodu kłopotów. Odczuły to boleśnie też większe firmy zrzeszone w Dolnośląskiej Izbie Rzemieślniczej. Załamał się łańcuch dostaw, pojawiły się opóźnienia w płatnościach faktur. W konsekwencji zaczęło brakować na pensje dla pracowników. Dlatego cieszę się, że Prezydent Polski Andrzej Duda podjął cenną inicjatywę umorzenia składek ZUS, a nie ich odroczenia.

Wydaje się, że Prezydent w ostatniej chwili przedstawił własny projekt zmian.

Załóżmy, że przesunięcie składek nastąpiłoby do czerwca. Kumulacja zaległych pensji, faktur i do tego jeszcze składki ZUS za trzy ostatnie miesiące to dla prawie wszystkich byłby przysłowiowy gwóźdź do trumny. Rzemieślnicy podchodzą do sprawy bardzo odpowiedzialnie i na początku regulują zobowiązania finansowe wobec pracownika.

Epidemia Covid-19 to jedno, ale zanim ona nastąpiła, rzemieślnikom nie układało się chyba zbyt pomyślnie?

Koszty stałe bardzo wzrosły, szczególnie podatek od nieruchomości. Ponad 70% gmin podniosło opłaty do górnej granicy którą wyznacza Minister Finansów. Zawsze są jakieś widełki, w których mogą się samorządy poruszać. Jednak większość z nich wybiera najwyższe możliwe stawki. Czynsze, opłaty za wynajem, podatek od gruntów – długo by można wymieniać co podrożało.

Wierzy pan, że szybko minie zagrożenie i uda się posprzątać ten bałagan?

Bardzo byśmy chcieli, żeby ten kataklizm skończył się w maju, a najpóźniej w czerwcu. Proszę pamiętać, że wygaśnięcie epidemii i powrót do normalnej pracy to dopiero początek. Jeszcze miesiące upłyną, kiedy rzemieślnicy uporają się z konsekwencjami długo zamkniętych miejsc pracy. Łatwo się likwiduje, dużo trudniej jest odbudować.

Zapytam się przekornie. Każdemu jest ciężko, dlaczego akurat firmom ma być lepiej?

Ktoś może nam zarzucić, że chcemy dużych ulg. Za argument obiera sobie twierdzenie, że jak zakład nie pracuje, to nie generuje kosztów. To nieprawda. Są opłaty za gotowość do dostawy prądu, albo wody. Zakład stoi, zysków nie ma, a faktury przychodzą. Warto pamiętać, że wiele zakładów jest zadłużonych i realizuje zlecenia na bieżąco, pokrywając długi. Nie mogą odłożyć na zapas więcej pieniędzy.

Pamiętajmy o kredytach...

Część przedsiębiorców ma kredyty inwestycyjne i warto będzie porozmawiać z bankami o możliwościach karencji w spłacie rat. Patrzmy na to globalnie, z szerszej perspektywy. Kiedy u drobnych rzemieślników zaczną się problemy finansowe, to za chwilę duże przedsiębiorstwa się zatrzymają. Musimy wypracować jakąś strategię ratunkową.

Po takim zabiegu ratunkowym będziemy mogli mówić o stabilizacji i powrocie do normalności?

Będzie to długi i powolny proces, bo znam bardzo dobrze kondycję zakładów rzemieślniczych. Niektórzy sobie wyobrażają, że złotnik zarabia ogromne kwoty, ponieważ zajmuje się złotem. To jest myślenie jeszcze z lat 90-tych. Piekarze, którzy piekli tylko chleb i bułki, od pewnego czasu musieli się ratować wyrobami cukierniczymi. Zmodernizowali swoje zakłady, żeby oprócz pieczywa robić ciastka i torty. Dzisiaj nikt nie myśli o słodkościach, o tortach, ponieważ nie urządza się urodzin, imienin. Zdecydowanie spadła produkcja, może jest to spowodowane rzeczywiście przez odpowiedzialne społeczeństwo, które wzięło do siebie zalecenia Ministerstwa Zdrowia i nie wychodzi z domu?

Zakłady rzemieślnicze, oprócz miejsc pracy, są także kuźnią przyszłych mistrzów. Zostały zamknięte szkoły i placówki edukacyjne. Co z młodzieżą, która w tych miejscach uczy się fachu?

Wszystkim uczniom, którzy mieli praktyczną naukę zawodu daliśmy wolne. Podjąłem taką decyzję, że wszystkie zakłady, które pełnią także funkcje edukacyjne muszą odesłać przyszłych rzemieślników do domu. Wszyscy mistrzowie zastosowali się do moich wytycznych.

Uczniowie chyba nie pozostali bez opieki?

Rozmawiałem z wiceminister edukacji Marzeną Machałek, która powiedziała, że Rząd będzie wspierał tych, co kształcą młodocianych pracowników. Jest pomysł, aby uczniowie otrzymywali dalej drobne kwoty pieniężne, które przysługują im z racji szkolenia. Dla nas są to niskie kwoty, ale dla młodego człowieka, może być to niezły zastrzyk gotówki. Mówimy tu o kwotach 150 czy 200 zł.

Czy gospodarczo byliśmy gotowi na kataklizm, jakim okazała się pandemia koronawirusa?

Po 1989 roku wyprzedano polski majątek, polskie zakłady produkcyjne. Kupowano firmy i zwalniano załogę, żeby pozbyć się konkurencji. Gdyby większość z nich istniała, to inaczej wyglądała by walka z koronawirusem. Mielibyśmy na Dolnym Śląsku produkcję fartuchów, masek, respiratorów, płynów dezynfekcyjnych. Bylibyśmy samowystarczalni, zaspokoilibyśmy nasze potrzeby, można by jeszcze było pomyśleć, aby wspomóc inne kraje.

Wiem, że na koniec naszego wywiadu chciałby jeszcze pan komuś podziękować.

Na sam koniec chciałbym przekazać serdeczne pozdrowienia i wyrazy szacunku wszystkim rzemieślnikom, którzy rozumiejąc powagę sytuacji i potrzeby innych, zaangażowali się społecznie. Nie trzeba było ich namawiać do jakiejkolwiek pomocy. Sami podjęli inicjatywę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję