Reklama

Wiadomości

5 pytań do… dr hab. Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego

[ TEMATY ]

wywiad

5 pytań do...

pl.wikipedia.org

Przemysław Żurawski vel Grajewski

Przemysław Żurawski vel Grajewski

Piotr Grzybowski: Minione 5-6 lat to czas intensywnych działań dla wzmocnienia naszego bezpieczeństwa. Które uznałby Pan za kluczowe?

Przemysław Żurawski vel Grajewski: Przyczyną uruchamiającą cały ciąg wydarzeń była rosyjska agresja przeciwko Ukrainie. Natomiast z polskiej strony działania, które zostały podjęte, rozpoczęły się poprzez konsolidację wschodniej flanki NATO w ramach Bukaresztańskiej 9. Z końcem 2015 r. doszło do tak zwanego mini-szczytu NATO. Mini ponieważ to nie był szczyt całego Sojuszu, tylko właśnie 9 państw jego wschodniego pogranicza: Estonii, Litwy, Łotwy, Polski, Słowacji, Czech, Węgier, Rumunii i Bułgarii. Wtedy w Bukareszcie (stąd nazwa Bukaresztańska 9) te państwa wystąpiły z postulatem pod adresem całości Sojuszu prosząc o wzmocnienie wojskowe – rozmieszczenie sił wiodących mocarstw NATO na terytorium państw frontowych, które miały granicę lądową, bądź morską z Rosją - czyli tej samej grupy, minus Czechy, Słowacja i Węgry.

Reklama

Ten postulat został przyjęty jako decyzja ogólnosojusznicza, a nie tylko prośba wschodniej flanki na szczycie NATO w Warszawie w 2016 roku i do wiosny 2017 r. został wdrożony w postaci znanego jeszcze z zimnej wojny systemu odstraszania, czyli systemu słabszego szczebla: wysuniętej obecności, a nie wysuniętej obrony. Różnica jest taka, że w przypadku wysuniętej obrony, jak to miało miejsce w latach zimnej wojny na obszarze Niemiec Zachodnich, mieliśmy do czynienia ze zmasowaną obecnością wojskową takich sił operacyjnych, które byłyby w stanie powstrzymać w sensie czysto wojskowym ewentualną inwazję sowiecką. Wysunięta obecność był to natomiast system stosowany np. w Berlinie Zachodnim, gdzie oczywiście wielkość jego alianckiego garnizonu nie mogła być taka, aby obronić się czy pokonać w centrum bloku sowieckiego Narodową Armię Ludową NRD i Grupę Wojsk Sowieckich w Niemczech, w związku z czym tworzono problem polityczny dla potencjalnego agresora, bo oczywiście wszyscy rozumieli, że otwarcie ognia do policji zachodnioberlińskiej jest innego rodzaju aktem politycznym, niż otwarcie ognia do żołnierzy amerykańskich, brytyjskich i francuskich. To nie ilość żołnierzy, tylko fakt, że byli to żołnierze wiodących mocarstw powodował, że decyzja polityczna o rozpoczęciu operacji zajęcia Berlina Zachodniego nigdy nie została podjęta.

Nie mogąc w tej chwili uzyskać odstraszania wyższego szczebla w postaci zmasowanej sojuszniczej obecności wojskowej, uzyskaliśmy odstraszanie szczebla niższego, czyli politycznego, poprzez rozmieszczenie kontyngentu amerykańskiego w Polsce, niemieckiego na Litwie, kanadyjskiego na Łotwie i brytyjskiego w Estonii oraz wielonarodowej brygady w Rumunii.

PG: A czy mamy dalsze scenariusze dla wzmacniania naszego kraju?

Reklama

P ZvG: Jesteśmy w możliwie najgorszym momencie do prognozowania, bo tuż przed wyborami w Stanach Zjednoczonych, które będą miały miejsce 3 listopada, a od których bardzo wiele zależy. Moim zdaniem, sytuacja oceniana z punktu widzenia interesów Stanów Zjednoczonych (bo to ostatecznie one przecież skierują, bądź nie swoje kontyngenty w taki czy inny rejon, w tym do Polski) wskazywałaby na to, że Amerykanie powinni inwestować w Polskę i w region. To wynika z faktu, że jak zwykle osłona wojskowa podąża za biznesem, czy przyciąga biznes: inwestorzy chętnie inwestują na obszarze, który ma osłonę wojskową supermocarstwa.

Jedną z trzech płaszczyzn Inicjatywy Trójmorza jest przecież rozwój infrastruktury tranzytu surowców energetycznych, a w istocie chodzi o gaz ciekły LNG z amerykańskich złóż łupkowych, który jest już dostarczany do Polski. Już są kontrakty na 25 lat podpisane na dostawy do Świnoujścia, skąd będzie on rozprowadzany po całym regionie, nie tylko dla Polski. 31 sierpnia 2019 roku mieliśmy trójstronną deklarację polsko- ukraińsko- amerykańską, a teraz ponownie ten temat wrócił w czasie wizyty Prezydenta w Kijowie.

Myślę, że gdybyśmy chcieli kalkulować to bez emocji, a jedynie z punktu widzenia twardych interesów amerykańskich, to ekspansja na rynek energetyczny Europy Środkowej i wypieranie z tego rynku surowców rosyjskich wymaga osłony wojskowej amerykańskiej i ta osłona powinna rosnąć.

Stany Zjednoczone prowadzą w tej chwili politykę promowania regionalnych sojuszników wiodących. Na Dalekim Wschodzie skłoniły Japonię - po raz pierwszy od II wojny światowej -do zmiany konstytucji i odejścia od konstytucyjnej zasady narzucającej ograniczenie zbrojeń japońskich wyłącznie do sił samoobrony. Japonia stworzyła w tej chwili regularną armię, zdolną do operacji ekspedycyjnych i przejęła część ciężarów bezpieczeństwa i stabilności na Dalekim Wschodzie od Amerykanów. Na Bliskim Wschodzie próba stworzenia sojuszu sunnicko- izrelskiego, gdzie wiodącym sojusznikiem w regionie jest oczywiście Arabia Saudyjska, która jest bogata i w miarę ludna oraz Izrael - z uwagi na wszystkie możliwe parametry technologiczne, polityczne i wojskowe.

Ten sam system usiłowano zastosować wobec Europy, gdzie wymarzonym przez Amerykanów sojusznikiem były Niemcy. Niemcy odmówiły jednak wejścia w tę rolę, więc jedynymi kandydatami o potencjale innym niż symboliczny, zdolnymi do uczestniczenia w tej konstrukcji są Polska i Rumunia. Ktokolwiek będzie prezydentem Stanów Zjednoczonych powinien to wziąć pod uwagę oraz inwestować i w Polskę, i w Rumunię.

PG: Jesteśmy po kolejnym, V Szczycie Inicjatywy Trójmorza w Tallinie. Na ile jest to realny projekt do realizacji?

P ZvG: To właśnie jest dlatego ciekawe, że jest skomplikowane… Po pierwsze Trójmorze nie jest międzymorzem. Jest projektem infrastrukturalnym dlatego, że łączy 12 państw członkowskich UE o bardzo różnych interesach, kulturze politycznej, tradycjach i postrzeganiu rzeczywistości, od Bułgarii po Austrię, Słowenię, Estonię, Rumunię. Więc to nie jest blok polityczny, to nie jest blok militarny. Podstawą współpracy Trójmorza jest najmniejszy wspólny mianownik, czyli uzgodnienie, że będziemy razem rozwijali infrastrukturę transportowo- komunikacyjną (autostrady, koleje, kanały, szlaki wodne), infrastrukturę tranzytu surowców energetycznych: gazu, ropy, tranzyt samej energii oraz infrastrukturę obiegu informacji.

Przypomnę, że cały ten obszar w sytuacji skoku technologicznego cywilizacji ludzkiej w XIX wieku i pierwszej połowie XX należał do imperiów rosyjskiego, austro-węgierskiego i niemieckiego. To ich centra polityczne i gospodarcze decydowały o układzie sieci infrastrukturalnych. Po 2004 roku, także z uwagi na interesy gospodarcze wiodących państw centrum Unii, rozwijano infrastrukturę transportowo- komunikacyjną w układzie wschód- zachód, z Niemiec do Rosji. Nie ma natomiast połączeń północ- południe, a to jest olbrzymi rynek. Sama Polska jest większa niż rynek rosyjski, Czechy są większe dla Polski niż rynek rosyjski. Grupa Wyszehradzka jest dla Niemiec największym rynkiem na świecie, większym niż Stany Zjednoczone, niż Francja, niż Rosja, niż Chiny. A co dopiero 12 państw, bo jeśli one są takim świetnym rynkiem dla wiodącej w Europie gospodarki niemieckiej, to potencjalnie są świetnym rynkiem również nawzajem same dla siebie, tylko nie mają infrastruktury i ją trzeba oczywiście zbudować. W tym zakresie myślę, że to się powiedzie.

PG: Czy widzi Pan jakiś scenariusz dla dalszych relacji polsko-rosyjskich?

P ZvG: Prowadzimy aktywną politykę względem Rosji, tylko niestety jest to z uwagi na rosyjskie cele strategiczne, polityka konfliktu, ponieważ Rosja w ten sposób sytuację międzynarodową ustawia. Nie przewiduję możliwości polepszenia stosunków. Rosja prowadząca politykę aktywnej agresji zbrojnej na sąsiadów stanowi zagrożenie dla Polski i w tym charakterze jest i będzie traktowana zarówno przez Polskę, jak i przez innych naszych partnerów w regionie: Rumunię, państwa bałtyckie, także państwa skandynawskie, czy Ukrainę i Gruzję. Z tego będzie wynikała natura relacji polsko- rosyjskich. Jak długo Rosja będzie chciała być imperium, jak długo będzie uważała, że ma interesy państwowe czy narodowe poza granicami Federacji Rosyjskiej, przed którymi powinny ustępować interesy narodowe państw tam położonych, tak długo będziemy w konflikcie. Jak swego czasu powiedział jeszcze minister Waszczykowski: rosyjska część Europy znajduje się wewnątrz granic Federacji Rosyjskiej, a nie na zewnątrz i dopóki Rosja nie uzna tej zasady, to niestety nasze relacje będą właśnie takie, albo jeszcze się będą pogarszały. Zależy to od drastyczności rosyjskiej polityki imperialnej, a nie widać perspektyw, żeby ona się zmieniła.

PG: Niedawna wypowiedź wiceprzewodniczącej Parlamentu Europejskiego, Katariny Barley o zagłodzeniu Polski, wydaje się być „szczerą” emanacją tego, co salon niemiecko-francuski sądzi o swojej roli, ale też o roli innych państw w UE. Czy nie grozi nam przez to zmarginalizowanie przez dominium Niemiec i Francji?

P ZvG: Na szczęście nie. Polska jest już dostatecznie silna, ale dotyczy to nie tylko Niemców i Francuzów. Ten opisany przez Pana stosunek do Polski, ale nie tylko, ująłbym znowu szeroko i historycznie, ale tego nie da się inaczej zrozumieć, jak to naprawdę działa. Proszę pamiętać, że Czechy jako podmiot polityki międzynarodowej, zniknęły po bitwie pod Białą Górą w 1620 roku, Węgry po bitwie pod Trenczynem w 1708, Zaporoże – czyli emanacja Ukrainy - po bitwie pod Połtawą w 1709, Polska, a w istocie Rzeczpospolita - po Sejmie Niemym w 1717. Później, przynajmniej do Wiosny Ludów (wyjątek stanowiła Polska, która się czasem burzyła) reszty tych narodów w sensie ich woli politycznej, decyzji, które wpływały na grę innych uczestników, stosunków międzynarodowych nie było. Nikt tego na uniwersytetach zachodnich jako zwykłych, a nie specjalistycznych kursów historii powszechnej nie uczy. Państwa naszego regionu, jako historycznie zakorzenione ośrodki woli politycznej, w mentalności Zachodu nie istnieją.

Takim klasycznym przykładem na czym polega to zjawisko była sytuacja tuż po upadku bloku sowieckiego. Jeszcze istniał Związek Sowiecki, Niemcy się jednoczyły i Berlin z Moskwą się umówił, co do tranzytu wojsk sowieckich z byłego NRD, przez Polskę, do Związku Sowieckiego. Jak eszelony wojskowe stanęły na granicy polsko- niemieckiej, to się Niemcy z Sowietami zdziwili, że ich polskie służby graniczne nie puszczają, bo rządu polskiego nikt o zdanie nie raczył zapytać, no bo jak? Przecież zawsze się uzgadniało z Moskwą, a wcześniej z Petersburgiem… Nikt się nie musiał przejmować jakimiś Polakami… - tak było między 1717 a 1989 z przerwami na powstania i II Rzeczpospolitą – zbyt krótkimi, by to zapamiętano. Później było 13 lat procesu akcesyjnego, kiedy to nasze kraje znów - nie tylko Polska - występowały w charakterze petenta. Jak chciały wejść do klubu, to było to naturalne, ale miało swoją cenę. Ta cena warta była zapłacenia, ale jej skutki nadal są. Te skutki są właśnie takie, że wszyscy się przyzwyczaili, że tam są Robinsonowie Crusoe, a tu Piętaszki, które mają być zachwycone, że będą oświecone kagankiem cywilizacji europejskiej. I teraz następuje zdziwienie. Na dodatek wyrastamy na silną konkurencję. Więc im się wydawało, że tu będzie rynek zbytu i poza tym będziemy cicho siedzieć i cieszyć się, że możemy wykonywać projekty, które oni wymyślą. Tymczasem my zaczęliśmy wymyślać: a to Trójmorze, a to zablokowaliśmy Porozumienie o Partnerstwie i Współpracy UE- Rosja, a to trzymamy się zasady jedności transatlantyckiej, jesteśmy oparciem dla Stanów Zjednoczonych. Nie podoba się konserwatyzm obyczajowy ... To oczywiście będzie wywoływało spory, ale trzeba pamiętać, że obecnie np. to Włosi i Hiszpanie potrzebują funduszu odbudowy po koronawirusie, a nie my. My sobie bez tego damy radę i jeśli zawetujemy teraz budżet unijny, w sytuacji, kiedy chciano by uzależnić ten budżet od tzw. przestrzegania praworządności, to my bez tego przeżyjemy. Prowizorium budżetowe jest dla nas lepsze niż nowy budżet. To Włosi i Hiszpanie muszą naciskać na centrum unijne o pomoc, a to jest przecież trzecia i czwarta gospodarka Unii, po niemieckiej i francuskiej…

2020-10-24 09:54

Ocena: +5 -2

Reklama

Wybrane dla Ciebie

5 pytań do… Dyrektora Muzeum II Wojny Światowej

2020-11-21 09:20

[ TEMATY ]

II wojna światowa

5 pytań do...

Muzeum II Wojny Światowej

Dr Karol Nawrocki

Dr Karol Nawrocki

Piotr Grzybowski: Czy kiedy w 2017 roku przekroczył Pan próg Muzeum II Wojny Światowej, czuł Pan bardziej obawy czy wyzwania?

Karol Nawrocki: Ja mam sportowy charakter Panie Redaktorze, więc od samego początku potraktowałem to jako wielkie wyzwanie. Oczywiście miałem świadomość, że Muzeum jest na polu kulturalnym punktem niezgody politycznej, ale mobilizowało to mnie jedynie do dalszej pracy, do zaangażowania się w tę sprawę. Już na etapie tworzenia Muzeum i tworzenia recenzji wystawy stałej nie zgadzałem się z pewnymi założeniami i wiedziałem, ile jest do zrobienia dla uszanowania całej inwestycji i dla uszanowania pomysłu zbudowania w Gdańsku Muzeum II Wojny Światowej. Było to więc wyzwanie, o którym nie pozwalali mi zapomnieć protestujący przed muzeum. 6 kwietnia 2017 roku przywitały mnie znicze cmentarne mające sugerować, że oto zbliżam się do cmentarza, albo do swojego grobu. Ale ta droga do Muzeum pośród protestów, aleją z cmentarnych zniczy – jeszcze bardziej zmobilizowała mnie do działania.
Znałem zagadnienie, znałem sprawę i przede wszystkim oburzało mnie pomijanie we wcześniejszej koncepcji, zresztą bardzo głęboko skrywanej, rzeczy zasadniczych dla polskiej perspektywy i polskiej opowieści o II wojnie światowej. Jestem przekonany, że to jest temat, w którym my - jako naród - musimy zabierać wyraźnie głos i zdecydowanie mówić - w kontekście i środowisku międzynarodowym - prawdę o polskiej walce i o polskim cierpieniu w czasie II wojny światowej, dosadnie kładąc cezurę na 1.09.1939. Dlatego też w pewnym sensie byłem krytyczny, co do powstania muzeum akurat w tej części Gdańska. Byłem i jestem przekonany, że częścią tego muzeum powinno być Westerplatte i to właśnie tam powinna odbywać się opowieści o wybuchu II wojny światowej. Poprzednia dyrekcja wprost eliminowała Westerplatte, a ja nie byłem w stanie zaakceptować tego, że oto 5 km od głównej siedziby Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku znajduje się jedno z tak symbolicznych miejsc w polskiej historii i niejako kosztem tego autentycznego miejsca buduje się nowoczesny budynek. Nie byłem w stanie zrozumieć, dlaczego to wszystko odbywa się kosztem Westerplatte.

Amerykanie mają swój opis II wojny światowej, Rosja swoją wizję, Niemcy swoją, Izrael swoją. A jaką wizję ma Polska i w jaki sposób realizuje ją MIIWŚ ?

Najbardziej dramatyczne Panie Redaktorze jest to, że prezentowana w Muzeum wizja i perspektywa wojny zmieniła się w dobrym kierunku dopiero w roku 2017. Jest to tragiczne dlatego, że my nie mamy jednej, łączącej nas wizji II wojny światowej. Jeśli moi poprzednicy budując muzeum, zminimalizowali postać rotmistrza Witolda Pileckiego, na pierwszym miejscu narracji o relacjach polsko – żydowskich wskazali Jedwabne, nie tłumacząc jednocześnie fenomenu Polski - sprawiedliwych wśród narodów świata, zupełnie pozbawili możliwości opowieści o św. o. Maksymilianie Kolbe, a więc wycięli tę postać z największego muzeum historii Polski, to oznacza, że ta opowieść do roku 2017 oraz ta, którą my dzisiaj staramy się światu przedstawiać – są drastycznie inne. To jest o 180 stopni inna narracja. Budzi to mój żal i jako historyka, i jako urzędnika państwowego, ponieważ wydawać by się mogło, że jednak domaganie się prawdy o polskim doświadczeniu w czasie II wojny światowej jest i powinno być poza politycznym sporem. Zazwyczaj, w opinii publicznej nie ma czasu na poszerzone wykłady historyczne na świecie, trzeba więc sprawnie i jednocześnie syntetycznie opowiedzieć tak, jak Pan Redaktor trafnie spytał: CO my w ogóle chcemy powiedzieć ? O CZYM chcemy powiedzieć ? Dlatego określiliśmy dwie wielkie emocje, wokół których opowiadamy o polskim doświadczeniu w czasie II wojny światowej. Jest to „Walka i Cierpienie”.
Walka: od pierwszego do ostatniego dnia wojny. Tutaj archetypem postaw i symbolem pozostaje Westerplatte. Żeby być komunikatywnym dla świata mówimy: „Jeśli chcecie poznać naszą wrażliwość na temat szalejących systemów totalitarnych, to poznajcie ten skrawek Westerplatte. Zobaczcie, że Polacy są narodem, który jest gotowy do walki o najważniejsze dla nas wartości, nawet w obliczu przeważającego wroga”. Tak, jak napisał prof. Elzenberg: Sens walki powinien być mierzony nie szansami na zwycięstwo, lecz wartościami, w imię których ta walka się odbywa . O tym mówi Westerplatte, tego dowodzili żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, tak działali żołnierze podziemnej armii , podejmując wyzwanie, nawet jeżeli nie było szans na zwycięstwo.
Druga wartość to cierpienie. Tutaj za symbol obraliśmy zbombardowany Wieluń, zbombardowany poza wszystkimi strategicznymi założeniami niemieckiej armii, zbombardowany jako zapowiedź nadchodzącej wojny totalnej, zniszczony szpital, zniszczony kościół. Polska jest więc narodem, który walczy i cierpi od pierwszego do ostatniego dnia wojny.

Ze zbiorów Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku

Blisko 20 % gości odwiedzających Muzeum to obcokrajowcy. Czy rozumieją to, co widzą?

Tak. Z tych 20% to głównie Norwegowie, Szwedzi, Finowie i Brytyjczycy, ale w pierwszej „5” są także Niemcy. Przedstawiciele tych konkretnych narodów różnią się oczywiście swoją wrażliwością w podejściu do historii. Brytyjczycy, nawet ci, z którymi współpracujemy, są przywiązani do anglosaskiej wizji II wojny światowej. U nich cezurą jest 3.09.39 roku, który odnajdziemy w Imperial War Museum, czy w National Army Museum. Brytyjczycy wychodzą z przekonania, że zgodnie z sojuszniczymi deklaracjami rozpoczęli wojnę z Hitlerem 3 września, dlatego niektóre zagadnienia, które widzą u nas stanowią dla nich pewną nowość. Oczywiście - dla historyków 1 września 1939 r. jest oczywisty, ale dla gości brytyjskich już nie. Niemcy, którzy odwiedzają nasze Muzeum, zazwyczaj znają przebieg wojny. Są to osoby, które się nią interesują, nie mniej zmiany, które wprowadziliśmy w naszej ekspozycji odnoszące się do korzeni zła, do jego narodzin w XIX w., do idei Nietzschego - budzą w nich zazwyczaj rodzaj sprzeciwu. Nasi goście różnią się między sobą w zależności od pochodzenia, od narodowości, ale też pod względem posiadanej wiedzy historycznej. My wychodzimy z założenia, że opowiadamy prawdę w sposób zrozumiały, w dialogu historycznym, urzędniczym, edukacyjnym. Musimy troszczyć się o to, czy zagraniczny gość zdaje sobie sprawę, że co piąty Polak w czasie II wojny światowej został w brutalny sposób zamordowany, że blisko 6 mln Polaków zginęło. Wobec braku możliwości obiektywnej opowieści o II wojnie światowej przez 40 lat, gdy Polska była państwem kolonialnym wobec Związku Sowieckiego, w tej chwili możemy i musimy wyraźnie i zrozumiale dla świata mówić prawdę, niezależnie od recenzji, czy opinii naszych zagranicznych gości.

Czy Muzeum II Wojny Światowej nie powinno być obowiązkowym elementem edukacji historycznej dla młodzieży ? Jak zachęcić młodzież do historii?

Chwała Bogu, Panie Redaktorze, że do 2017 roku, gdy ekspozycja była w swoim kształcie pierwotnym, nie było elementem obowiązkowym dla młodzieży! Do chwili obecnej wprowadziliśmy 26 zmian, przy czym kolejno będziemy wprowadzać następne. Szanuję część ekspozycji i inwestycji, którą wykonali moi poprzednicy, natomiast emocje płynące z niej do młodzieży były jednoznaczne i spotkały się z naszą wielką krytyką. Było to Muzeum, w którym nie oddano czci największym polskim bohaterom, którzy za Polskę poświęcili swoje życie. Tym samym budowano antyobywatelski mechanizm psychologiczny, mówiący do młodzieży: jeśli wojna – nie daj Boże (nikt nie chce wojny!) – nadejdzie, to jedyną moją reakcją może być ucieczka. Pominięcie zaś bohaterów na wystawie sprawiło, że prosty rachunek dla młodzieży się nie zgadzał: Polsce poświęcać się nie opłaca; bo skoro wolne państwo, niepodległa Polska nie pamięta o tych, którzy byli gotowi dla Polski umrzeć - żołnierzach Westerplatte, porzuconych 5 km stąd, wrzuconych jak śmieci do grobu przez Niemców, co więcej ta Polska się o nich się nie upomina, to czemu ja - 16 latek - miałbym pracować, walczyć czy jeszcze umierać za Rzeczpospolitą, gdyby wybuchła wojna? Po zmianach i uzupełnieniach, które wprowadzamy, chcemy powiedzieć, że wojna jest bezsprzecznie okrucieństwem, ale wymaga postaw obywatelskich i bynajmniej nie jest okrucieństwem, które można zuniwersalizować . Zwiedzającego przecież tak samo wzrusza 10-letni Ryszard Pajewski, siedzący na gruzach Warszawy, czy Wanda Saganowska , 4-letnia dziewczynka rozerwana bombą właśnie w Wieluniu, jak 4-letni Klaus, czy 10-letni Otto w zbombardowanym Hamburgu i Berlinie. Odbiór emocji jest ten sam, ale nas ta opowieść nie może zwalniać z uświadamiania, że w tym konflikcie to właśnie Niemcy w porozumieniu z sowieckimi komunistami byli odpowiedzialni za wybuch i tragedię wojny, a niezasłużone cierpienie milionów było wynikiem porozumienia zawartego pomiędzy Hitlerem a Stalinem. Poprzedni przekaz mówiący wprost: „chowajcie się, jak idzie wojna”, „nie bądźcie bohaterami”, „wojna ma wymiar uniwersalny, więc nieważne czy jesteście ofiarami, czy sprawcami - historia potraktuje was tak samo”, był dla młodzieży i w systemie edukacyjnym w moim uznaniu niewłaściwy, nie uczył cech, które chcielibyśmy przekazać kolejnym pokoleniom Polaków. Dzisiaj jestem przekonany, że nie zapominamy o okrucieństwie, o cierpieniu, o tym, że wojna jest zła, gdziekolwiek się pojawia, ale też - wymaga od nas postawy obywatelskiej, to znaczy gotowości do walki ze złem, na którą powinniśmy być przygotowani. Ci zaś, którzy są gotowi za Polskę oddać życie - nigdy nie zostaną zapomniani i zawsze będą przez takie instytucje, jak nasza, przypominani.
Technikalia są natomiast bardzo wymagające. Dzisiejsza młodzież przyzwyczajona jest do ekstraktu historycznego. Tylko pasjonaci historii są gotowi poświęcić 4 godziny, bo tyle rekomendujemy w naszym Muzeum, czy 2 godziny - jako minimum. Natomiast pandemia nauczyła nas wykorzystywać nowe narzędzia, chwytem hapkido staraliśmy się rozwinąć w tych gałęziach, które do tej pory wykorzystywaliśmy, ale nie tak głęboko. Staramy się w Muzeum poszukiwać nowej przestrzeni do kontaktu, do komunikacji z młodzieżą. Stworzyliśmy wirtualne spacery, jak i zdecydowaliśmy się na nowoczesne rozwiązanie technologiczne w postaci rozszerzonej rzeczywistość. Jako pierwsza instytucja na świecie w sektorze kultury połączyliśmy technikę poszerzonej rzeczywistości z wirtualną rzeczywistością i z projekcjami poświęconymi Westerplatte. Wchodząc na platformę Sketchfab jesteśmy - jako jedyna polska instytucja - na liście 10 instytucji na świecie, które sobie właśnie z tym miksem nowoczesnych technologii poradziły. Dzięki nam młodzież i nie tylko, może oglądać atak na stację kolejową, na wojskową składnicę tranzytową właśnie w trzech technologiach: nie tylko przez komputer, telefon, ale też przez gogle VR. Tego typu rozwiązań poszukujemy w komunikacji z młodymi ludźmi. Przy czym nie zapominamy o tradycyjnych środkach przekazu. Dużą popularnością cieszy się obecne u nas Kino, jesteśmy także pierwszym muzeum, które stworzyło szkołę teatralną dla dzieci i młodzieży, opowiadającą ze sceny o II wojnie światowej. Z naszym występem byliśmy m.in. w Niemczech , gdzie opowiadaliśmy o Irenie Sendlerowej, czy o św. ojcu Kolbe. Staramy się śledzić trendy w nowych technologiach i za pomocą takich nowoczesnych narzędzi konwertować wiedzę.

Ze zbiorów Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku

Panie Dyrektorze, kolejna 7mio letnia kadencja przed Panem. Czy już zaplanowana?

O 3 lata jestem spokojny, a reszta ?... Trudno mi jest założyć, że mógłbym służyć rządowi, czy tym, którzy kazaliby mi mówić, że Polacy to naród sprawców… Na najbliższe trzy lata mam wyznaczone 3 najważniejsze cele. Po pierwsze, chcę utrzymać dynamikę funkcjonowania instytucji. Zbliżamy się do 2 mln zwiedzających, mamy 12 tys. nowych eksponatów, wciąż pozyskujemy nowe, chwytające za serce zabytki, rozwijamy się o nowe technologie, rozbudowujemy naszą działalność o różne gałęzie: kino, teatr, organizacja licznych wydarzeń naukowych i kulturalnych, mocno rozwijamy wolontariat, tym samym utrzymanie takiego dużego tempa działania instytucji jest dla mnie jednym z priorytetów. Głównym i najważniejszym celem jest stworzenie muzeum cezury jakim będzie Muzeum Westerplatte i Wojny 1939. Wspomniał Pan o narracji Amerykanów, Rosjan, Niemców; jesteśmy w kontakcie z Pearl Harbor, odwiedziłem też swojego odpowiednika w największym muzeum w Moskwie - muzeum wielkiej wojny ojczyźnianej, gdzie oni kładą cezurę na roku 1941. W Polce musi w końcu powstać prawdziwe muzeum cezury, w którym uświadomimy światu, że II wojna światowa wybuchła TUTAJ na Westerplatte 1.09.1939 roku, a nie w czerwcu 1941, jak twierdzą Rosjanie. We wrześniu 2018 r. zaprosiłem na Westerplatte zarządców największych instytucji dbających o pamięć najistotniejszych pól bitewnych na świecie, w tym m.in. dyrektor Pacific Historic Parks w Pearl Harbor. Kiedy pokazałem im stan Westerplatte wskazując, że to tu właśnie wybuchła II wojna światowa, goście z zagranicy byli zdruzgotani i nie wierzyli, że tak wygląda miejsce gdzie rozpoczęła się II wojna światowa. Przez ten trwający od lat chaos i zaniedbanie Westerplatte wiele straciliśmy, nie będąc w stanie opowiedzieć światu o cezurze 1.09.1939 roku.
Dziś czuję dziejowe zadanie: udało nam się wywalczyć tą ziemię w wielkich trudach, przygotować specjalną ustawę, przeprocedować ją w Sejmie i Senacie, a finalnie uzyskać podpis Pana Prezydenta, co wymagało ogromu wytężonej pracy w ostatnich 3 latach. Teraz głównym naszym zadaniem jest wybudowanie muzeum zamkniętego wokół 3 symboli: autentyzmu pola bitwy, symbolu polskich postaw w czasie II wojny światowej i symbolu początku wybuchu tego najtragiczniejszego w historii konfliktu. Mam nadzieję, że w obecności głów państwowych z całego świata na zadbanym w końcu Westerplatte, z wybudowanym w końcu muzeum przemówi prezydent Andrzej Duda i powie światu: „to tu wybuchła II wojna światowa, to tu Niemcy napadli na Polaków”. To miejsce jest naprawdę wyjątkowe, dlatego wszystkie nasze siły i działania kierujemy w tą inwestycje!

CZYTAJ DALEJ

Katolicka archidiecezja Wiednia odnotowuje wzrost liczby seminarzystów

2020-11-25 10:42

[ TEMATY ]

ksiądz

seminarium

Austria

Adobe Stock

Archidiecezja wiedeńska poinformowała o wzroście liczby mężczyzn przygotowujących się do kapłaństwa.

Czternastu nowych kandydatów wstąpiło do trzech archidiecezjalnych seminariów tej jesieni. Jedenastu z nich pochodzi z wiedeńskiej archidiecezji, a pozostała trójka z diecezji Eisenstadt oraz St. Pölten.

Archidiecezja połączyła swoje trzy seminaria w 2012. Obecnie kształci się tam 52 kandydatów. Najstarszy urodził się w 1946r. A najmłodszy w 2000r. - poinformował 19 listopada CNA Deutsch niemiecko języczny partner CNA.

Według archidiecezji kandydaci pochodzą z różnych środowisk. Są wśród nich muzycy, chemicy, pielęgniarze, byli urzędnicy a nawet winiarz.

Niektórzy kandydaci porzucili w przeszłości Kościół, ale odnaleźli drogę do wiary i teraz całkowicie chcą poświęcić swoje życie Bogu.

Kardynał Christoph Schönborn kieruje archidiecezją wiedeńską od 1995 roku. Zrezygnował z funkcji arcybiskupa Wiednia przed 75 rokiem swoich urodzin w styczniu. Papież Franciszek odrzucił jego rezygnację, prosząc Schönborna, dominikanina wywodzącego się z austriackiej arystokracji, by pozostał „na czas nieokreślony”.

Kandydaci studiują teologie katolicką na wydziale w austriackiej stolicy. Coraz więcej kandydatów wstępuje do seminarium prosto z papieskiego Uniwersytetu Filozoficzno– Teologicznego im. Benedykta XVI w Heiligenkreuz, austriackim mieście słynącym z opactwa cystersów. Czterech z czternastu nowych kandydatów studiowało lub kontynuuje studia w Heiligenkreuz.

Matthias Ruzicka, mający 25 lat, powiedział CNA Deutsch, że seminarzyści to „różnorodna załoga”. Ruzicka, który wstąpił do seminarium w Wiedniu w październiku 2019 roku, określił atmosferę jako „świeżą i ekscytującą”. Powiedział, że stolica Austrii to dobra lokalizacja ze względu na dużą liczbę wspólnot katolickich w mieście. Powiedział, że kandydaci przynieśli ze sobą różne duchowości do seminarium.

Ruzicka zauważył również, że wzrost liczby seminarzystów był związany z „otwartością, którą można odczuć również w wielu innych obszarach Kościoła w archidiecezji wiedeńskiej”. Dodał, że kandydaci nie byli spostrzegani jako „konserwatywni” czy „postępowi”, ale to raczej Bóg był w ich centrum a także „osobista historia, którą On pisze w każdym człowieku”.

Formacja seminaryjna trwa sześciu do ośmiu lat. Oprócz studiowania teologii kandydatom przyznawany jest „wolny rok”, w którym mogą studiować za granicą, w tym poza Europą.

Pod koniec seminaryjnej formacji często następuje „rok praktyki”, zanim kandydaci przygotują się do święceń jako diakoni tymczasowi. Zwykle są oni wyświęcani na kapłanów rok lub dwa lata później.

CZYTAJ DALEJ

Dworczyk: uchwała Senatu nie osłabia rządu, ale stanowisko Polski

2020-11-25 20:15

premier.gov.pl

Senacka uchwała wzywająca Radę Ministrów do przyjęcia wynegocjowanego projektu budżetu Unii Europejskiej nie osłabia rządu, ale osłabia stanowisko Rzeczpospolitej Polskiej - ocenił w środę szef KPRM Michał Dworczyk

Senat przyjął w środę uchwałę wzywającą Radę Ministrów do przyjęcia wynegocjowanego projektu budżetu Unii Europejskiej na lata 2021-27. W głosowaniu wzięło udział 97 senatorów - uchwałę poparło 49 senatorów, 48 było przeciw, nikt nie wstrzymał się od głosu.

"Senat może oczywiście wyrażać swoją opinię we wszystkich sprawach, natomiast ona na pewno nie jest wiążąca. Ta opinia idzie też w poprzek uchwalonemu dużą przewagą głosów przez Sejm dokumentowi. Sejmowa uchwała wspiera rząd w działaniach na rzecz zadbania o przestrzeganie Traktatów" - powiedział w środę w Polsat News szef KPRM.

Dworczyk zaznaczył, że ocenia "niezwykle krytycznie tę uchwałę i aktywność Senatu". "Ta opinia osłabia stanowisko Rzeczpospolitej Polskiej. Czy osłabia stanowisko rządu? Nie. Osłabia stanowisko Polski dlatego, że rząd w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej zabiega o to, by Unia nie dość że przestrzegała Traktatów to, żeby jeszcze traktowała wszystkich swoich członków w sposób partnerski, podmiotowy" - stwierdził Dworczyk.

Dodał, że "jeżeli zapomnimy o tych elementarnych zasadach Unia nie ma przyszłości". "Jeżeli będzie miało miejsce narzucanie swojej woli przez część krajów pozostałym krajom na siłę, jeżeli zrezygnujemy z dialogu, do niczego dobrego to nie doprowadzi" - powiedział szef KPRM.

W uchwale "Senat Rzeczypospolitej Polskiej wzywa rząd do poszanowania interesu narodowego i wycofania się ze sprzecznej z polską racją stanu groźby wetowania budżetu Unii Europejskiej".

"Weto, którego użycie rząd PiS zapowiada, godzi w interesy gospodarcze, polityczne i strategiczne Polski. Grozi opóźnieniem, ograniczeniem lub nawet wstrzymaniem wypłaty setek miliardów złotych ze środków europejskich dla Polski, w tym z Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności, które mają pomóc w przezwyciężeniu kryzysu gospodarczego, wywołanego pandemią koronawirusa. Na środki te czekają pracownicy i przedsiębiorcy, samorządy, rolnicy, a także system ochrony zdrowia w Polsce i całej Europie" - głosi uchwała.

Zgodnie z uchwałą "rząd PiS grozi obywatelom Polski i Unii Europejskiej zabraniem tych funduszy tylko dlatego, by nadal łamać zasady praworządności, kontynuować atak na niezależne sądy, czyli w istocie po to, by zapewnić bezkarność funkcjonariuszom formacji rządzącej". "Grożenie wetem jeszcze bardziej pogłębia osamotnienie międzynarodowe polskiego rządu i trwający od 5 lat dryf kraju z centrum decyzyjnego Unii Europejskiej na jej margines" - czytamy w uchwale.(PAP)

autor: Marzena Kozłowska

mzk/ mok/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję