Reklama

Historia

Wigilia w obozie. Ostatnia

Skrzynka była ołtarzem, szklanka kielichem, a komunikanty zastępowano kawałkami chleba. Namiastka normalności dla uwięzionych polskich żołnierzy, ale dla komunistów przejaw wiary, który należało bezwzględnie zlikwidować. Przed Bożym Narodzeniem sprawą zajęło się NKWD, uderzyli w kapłanów

Niedziela warszawska 52/2011

[ TEMATY ]

Boże Narodzenie

Scena z filmu "Katyń", reż. A. Wajda

Scena z filmu Katyń, reż. A. Wajda

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Był grudzień 1939 r. Grupa polskich jeńców wracała przez las do obozu. Po drodze część uwięzionych zbierała iglaste gałązki. To z nich, później, w baraku zrobiono małą choinkę. - Ozdobiono ją piernikami i papierosami - odnotował w pamiętniku anonimowy autor. Nie wiemy ani kim on był, ani w jakim obozie został uwięziony. Pozostają przypuszczenia. A te kierują bardziej do obozów w Kozielsku i Starobielsku niż do Ostaszkowa.
W odnalezionej relacji nie ma bowiem ani słowa o kapłanie, który sprawowałby Pasterkę dla uwięzionych. Tymczasem ze zgromadzonych do tej pory relacji wynika, że Ostaszków był jedynym łagrem, gdzie w noc Bożego Narodzenia część uwięzionych wzięła udział w Eucharystii. Mszę św. dla polskich policjantów sprawował tam ks. kap. Mieczysław Janas.
Był on jedynym kapłanem, który został w obozie w Ostaszkowie. I jednym z dwóch, jacy w ogóle zostali razem z polskimi oficerami. Tym drugim był ks. mjr Jan Ziółkowski. Z tym że on święta Bożego Narodzenia spędził w karcerze obozu w Kozielsku. Resztę kapłanów Rosjanie zamknęli w odosobnieniu, niedługo potem część duchownych została wywieziona do Moskwy. Rozkaz w tej sprawie podjął sam szef NKWD - Ławrientij Beria.

W niewoli będę potrzebny

Reklama

- Z badań historyków oraz ze zgromadzonych wspomnień wiemy, że w obozach sowieckich znaleźli się duchowni wielu wyznań, w tym co najmniej 24 księży katolickich - mówi „Niedzieli” Barbara Tarkowska ze Stowarzyszenia „Rodzina Katyńska” w Warszawie.
Zachowane relacje ocalonych jeńców zawierają opisy niebywałej odwagi kapłanów w ich posłudze podczas działań wojennych oraz po wzięciu żołnierzy do niewoli przez Sowietów.
„W sytuacji, gdy tylu żołnierzy i oficerów idzie do niewoli, ja nie mogę uciekać, bo w niewoli będę im na pewno potrzebny” - powiedział stanowczo ks. Jan Ziółkowski, gdy grupa oficerów namawiała go do ucieczki z kolumny jeńców prowadzonych przez Rosjan do Kopiczyńców nad Zbruczem. Wcześniej, tuż przed potyczką z czerwonoarmistami, proboszcz 24. Dywizji Piechoty z Jarosławowa zdołał ukryć w ziemi metalową kasetę, w której prawdopodobnie znajdowały się ważne dokumenty. Zaraz potem cały oddział znalazł się w niewoli.
Ks. Ziółkowski ostatecznie trafił do obozu w Kozielsku. W biogramach innych kapelanów zapisane są pobyty w więzieniu w Moskwie. A także w miejscowościach i obozach: Wołoczyska, Szepietówka, Kozielszczyna, Putywl, Ostaszków i Starobielsk. Wszędzie tam kapelani nieśli posługę duchowną więźniom. Spowiadali. Udzielali sakramentów. Odprawiali nabożeństwa i Msze św.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Mjr Supronienko raportuje

Reklama

Wśród uwięzionych potrzeba wspólnej modlitwy z kapłanem była ogromna. Bronisław Młynarski, który był więźniem obozu w Starobielsku, w swojej wspomnieniowej książce napisał: - Jeńcy wyznania mojżeszowego, protestanckiego, prawosławnego - masowo uczestniczyli w nabożeństwach katolickich i przy końcu mszy, po wysłuchaniu kazania, łączyli się w bratnim chóralnym śpiewie hymnów religijnych.
Ale tak było tylko na początku. Sowieci choć zakazali praktyk religijnych, to początkowo na łamanie rozkazów patrzyli przez palce. Dzięki temu strażnikom łatwiej było rozpoznać, kto jest kim. Trudno to było zrobić po samym mundurze.
Wojskowy ubiór kapelana niewiele różnił się od munduru oficera. Na pagonach były srebrne krzyże, ale te księża prawdopodobnie odpruli i pytani, kim są, podawali zazwyczaj tylko stopień wojskowy i oddział, w jakim służyli. - Postępowali tak szczególnie ci kapłani, którzy wcześniej brali udział w wojnie polsko-bolszewickiej i dobrze znali wrogi stosunek komunistów do duchownych - mówi Barbara Tarkowska.
Gdy tylko NKWD dowiedziało się, którzy spośród żołnierzy są duchownymi, to strażnicy wzięli ich pod baczną obserwację. Bez żadnej przesady można powiedzieć, że sposób posługi kapelanów w obozie zaczął przypominać czasy Kościoła katakumbowego.
Wszystkie spotkania odbywały się w maksymalnej dyskrecji i trwały zazwyczaj kilka minut. Strażnicy nie dopuszczali do dłuższych zgromadzeń, podczas których księża sprawowali nabożeństwa i Msze św. W Ostaszkowie np. Eucharystie odprawiano tylko nocą. I za każdym razem o innej porze i w innym miejscu. - W pozostałych obozach kierowano się takimi samymi zasadami bezpieczeństwa - mówi B. Tarkowska.
W pamiętnikach odnalezionych w Katyniu możemy przeczytać o tym, że znakiem do wieczornej modlitwy w baraku było ogłoszenie ciszy nocnej. Natomiast spowiedź odbywała się podczas spacerów po obozowym podwórzu. - Jeżeli widziano jakiegoś oficera spacerującego pod rękę z jednym z księży, można było uważać, że przystępował on w ten sposób do sakramentu pokuty - napisał Stanisław Swianiewicz w książce „W cieniu Katynia”. - Było sporo przypadków, że ludzie, którzy nie zaliczali się przed wojną do praktykujących katolików, odbywali teraz spowiedź z całego życia - relacjonował cudem ocalony profesor Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie.
Komendanci obozów informowali przełożonych o przypadkach, w których „siłami aparatu partyjnego” nie dopuszczono do nabożeństw. Jednocześnie Sowieci zdawali sobie sprawę, że praktyki religijne są stałym elementem życia uwięzionych. „…W swej masie kadra oficerska jest religijna” - raportował mjr P. Supronienko z Kozielska do szefa zarządu NKWD. Dokument datowany jest na 1 grudnia 1939 r. Dwa dni później swój raport wysłał komendant obozu w Starobielsku. W tym piśmie także jest informacja o przypadku przerwania nabożeństwa przez strażników „w dniu polskiego święta narodowego”.
Po tych meldunkach władze sowieckie postanowiły działać intensywniej. Aby zapobiec religijnemu przeżywaniu świąt Bożego Narodzenia, podjęły decyzję o aresztowaniu wszystkich kapłanów. 23 grudnia kapelanów osadzonych w Kozielsku i Starobielsku odseparowano od reszty więźniów. Podobnie postąpiono z księżmi uwięzionymi w Ostaszkowie.
- Mieliśmy nadzieję, że w tę Świętą Noc enkawudziści dadzą nam spokój. Niestety, księży kapelanów Sowieci wywieźli przed Wigilią. Boże! Jako oni nas nienawidzą, jak bardzo nienawidzą Ciebie - wspominał jeniec Ostaszkowa, Henryk Więcek.

Za trzema dębami

Reklama

W Ostaszkowie uwięziono polskich policjantów i funkcjonariuszy więziennictwa. Po informacji, że aresztowano kapłanów, przygnębienie wśród jeńców było ogromne. Tym bardziej, że wszystko, co tylko możliwe, było do świąt przygotowane. Grupa wtajemniczonych osób wiedziała doskonale, gdzie ma się udać i o jakiej porze, aby wziąć udział w wigilijnej Mszy św. Plany trzeba było odwołać. Choć wkrótce okazało się, że nie do końca.
Dobrą wiadomość przyniósł komisarz Gałka, który powiedział pozostałym policjantom, że Rosjanie nie zabrali jednego kapłana. - To ks. kpt. Janas, zresztą może w ogóle nie wiedzą, że on jest księdzem. Mogli go wziąć za zawodowego oficera - powiedział Gałka i zakomenderował do jednego ze słuchających: - Weź ze sobą dwóch lub trzech i bądźcie punktualnie. Dla innych Msze św. będą odprawione w następnych dniach. Musimy być ostrożni.
Autor powyższej relacji (zamieszczonej w książce „Śladami miękkich łap” Janusza Ratuszki) podaje, że wyznaczeni funkcjonariusze dotarli na miejsce Eucharystii bez przeszkód. Do domu za trzema dębami przyszli wcześniej, by się wyspowiadać, a podczas Mszy św. przyjęli Chrystusa w postaci czarnego chleba.
Czy innym uwięzionym udało się dotrzeć na kolejne Msze św. sprawowane przez ks. Janasa? Nie wiadomo. W opublikowanej do tej pory literaturze - wspomnieniowej i historycznej - nie ma na ten temat żadnej wzmianki.
Komuniści dopięli więc swego. Prawdopodobnie tylko kilka lub co najwyżej kilkadziesiąt osób było na Mszy św. w Wigilię 1939 r. Pozostałych ponad 21 tys. spędziło ten czas bez swoich kapelanów i bez tradycyjnej Pasterki.
Nieznany autor, którego koledzy zbierali gałązki na choinkę, podczas Wigilii połamał się z kolegami chlebem. Rozpacz ściskała mu gardło do tego stopnia, że nie mógł nic zjeść i odszedł do swojej pryczy. Swoją relację zakończył słowami: - Po północy zbudził mnie dyskretny, cichy chór kolęd. To chór kolegów, tak piękny, tęskny i rzewny, że ze wszystkich pryczy rozlega się szloch, w którym czuć tęsknotę, rozpacz i własną niemoc.

* * *

Kapelanów, których przetrzymywano w obozach w Ostaszkowie i Starobielsku, wiosną 1940 r. zamordowano w więzieniach NKWD w Kalininie i Charkowie. Księża uwięzieni w Moskwie wrócili do obozu w Kozielsku, a stamtąd wywieziono ich na śmierć do Katynia. W tych samych miejscach zginęli też pozostali jeńcy. Wigilia w 1939 r. była więc ostatnią dla uwięzionych polskich jeńców wojennych oraz ich kapelanów.

* * *

APEL DO CZYTELNIKÓW!

Jeśli ktoś z Państwa ma w swoich domowych zbiorach jakiekolwiek dokumenty związane z zamordowanymi w Charkowie, Katyniu i Kalininie wiosną 1940 r., proszony jest o kontakt z wolontariatem przy Stowarzyszeniu „Rodzina Katyńska” w Warszawie. Adres: ul. Kołowa 4/52, 03-536 Warszawa, tel. (22) 678 42 04 po godz.18.00. Wszystkie materiały zbierane przez wolontariat są następnie przekazywane do Ośrodka Dokumentacji Kanonizacyjnej Męczenników Wschodu (1917-89) w Drohiczynie.
(at)

2011-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Życzenia od bp. Marka Mendyka dla czytelników "Niedzieli"

[ TEMATY ]

Boże Narodzenie

bp Marek Mendyk

diecezja świdnicka

życznia

ks. Mirosław Benedyk

Bp Marek trzyma figurkę małego Jezusa, którą złoży do żłóbka w katedralnej szopce

Bp Marek trzyma figurkę małego Jezusa, którą złoży do żłóbka w katedralnej szopce

Drodzy Czytelnicy i Szanowna Redakcjo Tygodnika Katolickiego „Niedziela”

Prośmy Pana o łaskę, byśmy w tę noc patrzyli na żłóbek z prostotą pasterzy, abyśmy w ten sposób otrzymali radość, z jaką oni wracali do domu. Prośmy Go, aby dał nam pokorę i wiarę, z jaką święty Józef patrzył na Dziecię, które Maryja poczęła z Ducha Świętego. Prośmy, aby nauczył nas patrzeć na Nie z taką samą miłością, z jaką wpatrywała się w Nie Maryja. (Benedykt XVI)
CZYTAJ DALEJ

Zasłonięty krzyż - symbol żalu i pokuty grzesznika

Niedziela łowicka 11/2005

[ TEMATY ]

Niedziela

krzyż

Wielki Post

Karol Porwich/Niedziela

Wielki Post to czas, w którym Kościół szczególną uwagę zwraca na krzyż i dzieło zbawienia, jakiego na nim dokonał Jezus Chrystus. Krzyże z postacią Chrystusa znane są od średniowiecza (wcześniej były wysadzane drogimi kamieniami lub bez żadnych ozdób). Ukrzyżowanego pokazywano jednak inaczej niż obecnie. Jezus odziany był w szaty królewskie lub kapłańskie, posiadał koronę nie cierniową, ale królewską, i nie miał znamion śmierci i cierpień fizycznych (ta maniera zachowała się w tradycji Kościołów Wschodnich). W Wielkim Poście konieczne było zasłanianie takiego wizerunku (Chrystusa triumfującego), aby ułatwić wiernym skupienie na męce Zbawiciela. Do dzisiaj, mimo, iż Kościół zna figurę Chrystusa umęczonego, zachował się zwyczaj zasłaniania krzyży i obrazów. Współczesne przepisy kościelne z jednej strony postanawiają, aby na przyszłość nie stosować zasłaniania, z drugiej strony decyzję pozostawiają poszczególnym Konferencjom Episkopatu. Konferencja Episkopatu Polski postanowiła zachować ten zwyczaj od 5 Niedzieli Wielkiego Postu do uczczenia Krzyża w Wielki Piątek. Zwyczaj zasłaniania krzyża w Kościele w Wielkim Poście jest ściśle związany ze średniowiecznym zwyczajem zasłaniania ołtarza. Począwszy od XI wieku, wraz z rozpoczęciem okresu Wielkiego Postu, w kościołach zasłaniano ołtarze tzw. suknem postnym. Było to nawiązanie do wieków wcześniejszych, kiedy to nie pozwalano patrzeć na ołtarz i być blisko niego publicznym grzesznikom. Na początku Wielkiego Postu wszyscy uznawali prawdę o swojej grzeszności i podejmowali wysiłki pokutne, prowadzące do nawrócenia. Zasłonięte ołtarze, symbolizujące Chrystusa miały o tym ciągle przypominać i jednocześnie stanowiły post dla oczu. Można tu dopatrywać się pewnego rodzaju wykluczenia wiernych z wizualnego uczestnictwa we Mszy św. Zasłona zmuszała wiernych do przeżywania Mszy św. w atmosferze tajemniczości i ukrycia.
CZYTAJ DALEJ

Franciszek i s. Francesca - nieoczekiwane spotkanie papieża z 94-letnią zakonnicą

2025-04-06 17:32

[ TEMATY ]

spotkanie

Watykan

papież Franciszek

Bazylika św. Piotra

s. Francesca

Włodzimierz Rędzioch

Widok pustej Bazyliki św. Piotra robi duże wrażenie

Widok pustej Bazyliki św. Piotra robi duże wrażenie

Siostra Francesca Battiloro przeżyła największą niespodziankę swojego życia w wieku 94 lat, z których 75 lat spędziła jako wizytka za klauzurą. „Poprosiłam Boga: 'Chcę spotkać się z papieżem'. I tylko z Nim! Nikt inny... Myślałam, że to niemożliwe, ale to Papież przyszedł się ze mną spotkać. Wygląda na to, że kiedy Go o coś proszę, Pan zawsze mi to daje...”. Podczas pielgrzymki z grupą z Neapolu, s. Francesca Battiloro, siostra klauzurowa modliła się dzisiaj w Bazylice św. Piotra, gdy nagle spotkała papieża.

Zakonnica, która wstąpiła do klasztoru w wieku 8 lat, złożyła śluby w wieku 17 lat, w czasie, gdy jej życie było zagrożone z powodu niedrożności jelit. Dziś opuściła Neapol wczesnym rankiem z jednym pragnieniem: przeżyć Jubileusz Osób Chorych i Pracowników Służby Zdrowia w Watykanie. Wraz z nią przyjechała grupa przyjaciół i krewnych. Poruszająca się na wózku inwalidzkim i niedowidząca siostra Francesca - urodzona jako Rosaria, ale nosząca imię założyciela Zakonu Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny św. Franciszka Salezego, który, jak mówi, uzdrowił ją we śnie - chciała przejść przez Drzwi Święte Bazyliki św. Piotra. Biorąc pod uwagę jej słabą kondycję, pozwolono jej przeżyć ten moment całkowicie prywatnie, podczas gdy na Placu św. Piotra odprawiano Mszę św. z udziałem 20 000 wiernych.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję