Reklama

Aspekty

Niezwykły krzyż z Babimostu

Podczas ostatniego remontu babimojskiego kościoła parafialnego odkryto dwie daty z historii tej świątyni. Jedna z nich na co dzień jest niewidoczna. Ujrzała światło dzienne dopiero podczas prac restauracyjnych zabytkowego krzyża.

2020-11-21 13:27

[ TEMATY ]

Babimost

Sanktuarium Matki Bożej Gospodyni Babimojskiej

+ Kazimierz Furman

Krzyż z Babimostu

Krzyż z Babimostu

Zabytkowy krzyż zdobi zewnętrzną ścianę prawej bocznej nawy kościoła. W tym roku mija 275 lat od jego ufundowania. W celu odnowienia zabytku zdjęto krzyż ze ściany i rozebrano go na części, by odrestaurować polichromię. Oczywiście zdjęto też tabliczkę z napisem INRI z drzewca krzyża.

Ukryta data

Po demontażu okazało się, że nie tylko widoczny awers tablicy jest zapisany, ale i ukryty rewers zawiera napis. Na szczęście z rewersu tablicy zrobiono zdjęcie. Jakość fotografii jest jednak zbyt niska, by można odczytać cały napis. Na fotografii dosyć wyraźnie widoczna jest jedynie górna część tylnej strony tablicy – pierwsza część tekstu rewersu. Treść wstępu tekstu brzmi następująco: ANNO 1744 PETRUS RUCIǸSKI Cmethoci Podmokle minus ... CHRISTI DNNI. Dalszą treść tekstu będzie można ewentualnie odczytać po ponownym demontażu tablicy.

Reklama

Z dostępnego nam dzisiaj tekstu da się jednak wyciągnąć sporo wniosków. Wyraźnie napisany rok 1744 pozwala nam przypuszczać, że krzyż został ufundowany do nowo powstałego kościoła cztery lata po ukończeniu budowy. Być może sukcesywnie wyposażano wnętrze świątyni, a krzyż ufundowano na cześć Chrystusa Pana. Fundatorem był Piotr Ruciński, kmieć z Podmokli Małych.

Kmiecia historia

Kmiecie w tym czasie, również i w Podmoklach, byli to rolnicy posiadający tzw. całe gospodarstwo, początkowo o powierzchni jednego łana. Po sołtysie, który władał często dwoma łanami, kmiecie w Polsce stali najwyżej w hierarchii społeczności wiejskiej. Pod nimi byli półślednicy, którzy mieli jedynie pół łana, zagrodnicy posiadający dom i zagrodę, chałupnicy bez ziemi i na końcu komornicy i parobkowie. Kmiecia z Podmokli Małych było więc stać w tym czasie na ufundowanie na cześć Chrystusa Pana wielkiego, pięknie wyrzeźbionego krzyża.

Julius Kothe, naukowiec opisujący w 1896 roku pomniki sztuki i zabytkowe kościoły w prowincji poznańskiej przypuszczał, że krzyż babimojski pochodził ze starego drewnianego kościoła, który spalił się 23 marca 1728 roku. Według J. Kothego nasz krzyż pochodzi z późnego renesansu i umieszczony był na belce tęczowej starego kościoła. Jednak naukowiec zapewne nie znał treści tekstu z rewersu tablicy.

Zagadka fundatora

Reklama

Małą zagadką okazuje się jednak zidentyfikowanie fundatora. W tekście zamieszczonym na rewersie tablicy odczytujemy: Piotr Ruciński. Kmieć o takim imieniu i nazwisku rzeczywiście żył w Podmoklach Małych. Zmarł on jednak już 21 września 1711 roku i został pochowany na ówczesnym cmentarzu parafialnym w Babimoście, co łatwo można odczytać w księdze parafialnej. Piotr Ruciński mieszkał w Podmoklach Małych w domu pod dzisiejszym numerem 4, co też wynika z zapisów parafialnej księgi metrykalnej. W tym domu jego żona Anna urodziła w roku 1686 córkę Mariannę i w 1689 roku syna Jana. Mieli oni jeszcze syna Wawrzyńca, który urodził się tu przed 1675 rokiem.

Piotr Ruciński był niezwykłym i wyróżniającym się człowiekiem. W Podmoklach nazywano go zwykle Piocho – od imienia Piotr. Tak też ksiądz wpisał go kilka razy do księgi parafialnej. Piocho stało się nazwiskiem następnych pokoleń tej rodziny. Przez cały następny wiek mieszkańców jego domu i zagrody nazywano Piocho.

Po śmierci pierwszej żony Anny, Piotr w styczniu 1703 roku poślubił Elżbietę Pasierb, która 6 grudnia tego roku urodziła syna Mikołaja Kazimierza. Piotr w tym czasie miał już wysoką pozycję społeczną, gdyż na chrzestnych swojego syna pozyskał aż trzech szlachciców Karola Glinkę, Kazimierza Zabielskiego i szlachciankę z babimojskiego dworu starościńskiego Katarzynę Kaczorowską.

Miejsce krzyża

Piękny krzyż ufundował jednak syn Piotra – Wawrzyn Piocho, być może na pamiątkę swojego ojca Piotra Rucińskiego, po którym prowadził gospodarstwo kmiecie. Fundacja przeznaczona była na ozdobę nowego kościoła, który wybudowano pod nowym wezwaniem św. Wawrzyńca. Może i wybór nowego patrona dla kościoła spodobała się Warzynowi Piochowi i to miało wpływ na jego decyzję. Wawrzyn zmarł w roku 1748, cztery lata po tej fundacji.

Być może na początku krzyż w kościele powieszono w miejscu dzisiejszego ołtarza Najświętszego Serca Jezusowego. Tutaj bowiem już w 1856 roku znajdował się ołtarz Świętego Krzyża, który dopiero w 1938 roku zmieniono na ołtarz Najświętszego Serca Jezusowego. Do 1938 roku krzyż wisiał we wnęce wschodniej ściany kościoła nad organami. W tym też czasie krzyż z roku 1744 przeniesiono do bocznej nawy, gdzie wisi do dziś. Od tego czasu zdobią go dwa piękne anioły, pochodzące z rozebranego ołtarza św. Jana Nepomucena – patrona Babimostu.

Ocena: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

W diecezji zielonogórsko-gorzowskiej ustanowiono nowe sanktuarium maryjne

2020-11-21 13:14

[ TEMATY ]

Babimost

Sanktuarium Matki Bożej Gospodyni Babimojskiej

Archiwum Aspektów

Sanktuarium Matki Bożej Gospodyni Babimojskiej - kościół pw. św. Wawrzyńca w Babimoście

Sanktuarium Matki Bożej Gospodyni Babimojskiej - kościół pw. św. Wawrzyńca w Babimoście

Do kościoła pw. św. Wawrzyńca w Babimoście wierni pielgrzymują od wieków. Od dziś świątynia będzie piątym sanktuarium maryjnym w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej

Pierwsze zaś wzmianki o Babimoście pochodzą z połowy XIII wieku. 22 lutego 1257 r. wymienia miejscowość dokument Przemysława I, księcia poznańskiego. Należała ona wówczas do cystersów z klasztoru w Obrze.

To właśnie cystersi obejmowali posługą religijną miejscową ludność. Sam kościół w Babimoście wspominany jest w 1334 roku. Choć powstał zapewne znacznie wcześniej. Zbudowano go w miejscu, gdzie wcześniej czczono pogańskie bóstwo. Ten pierwszy kościół nosił wezwanie św. Piotra Apostoła. Późniejszy, drewniany kościół pw. św. Katarzyny, spłonął w 1728 roku. Obecna, wspaniała barokowa świątynia pochodzi z 1740 roku, a poświęcono ją św. Wawrzyńcowi.

Zobacz zdjęcia: Sanktuarium Matki Bożej Gospodyni Babimojskiej

W 1647 r. starostwo babimojskie objął Krzysztof Żegocki, obrońca Jasnej Góry i partyzant z okresu „Potopu szwedzkiego”. W odwecie Szwedzi zajęli miasto i zniszczyli je. 6 maja 1656 spalili na stosie miejscowego proboszcza ks. Wojciecha Turopiedskiego i wikariusza ks. Marcina Paluszkiewicza. Po kilku tygodniach, bo już 26 sierpnia, roku spalili miasto i wymordowali ludność.

XVIII wiek to czas, gdy z Babimostem związani byli dwaj wielcy proboszczowie tytularni: ks. Józef Andrzej Załuski i ks. Jan Daniel Janocki. Do 1793 r. miasto leżało w granicach Rzeczypospolitej, by później na 152 lata stać się częścią Niemiec. W latach 1918-1919 przez ziemie Babimojszczyzny przetoczyły się walki Powstania Wielkopolskiego. Miejscowi Polacy stanęli do walki o polskość, język, kulturę i wiarę. 25 stycznia 1919 roku oddział powstańczy pod wodzą Józefa Kudlińskiego zdobył miasto. Należy dodać, że był to najdalej na zachód wysunięty punkt powstańczy. Jednak po pokoju wersalskim Babimost został przyznany Republice Weimarskiej. Stąd były raptem 2 km od polskiej granicy.

W 1918 roku parafia w Babimoście liczyła 2 600 wiernych, w tym 2 000 Polaków. Przed II wojną światową należała do Wolnej Prałatury Pilskiej, zaś po wojnie przyłączono ją do Administracji Apostolskiej w Gorzowie.

W kościele parafialnym pw. św. Wawrzyńca w Babimoście otaczany jest czcią obraz Matki Bożej, która nosi tytuł Nasza Pani lub Gospodyni Babimojska. Z XVII wieku mamy informacje o żywym kulcie Matki Bożej w tej świątyni. Być może nie wyróżniał się on niczym więcej od typowej katolickiej maryjności. Jednak wydarzenia z XVIII wieku całkowicie zmieniły stosunek mieszkańców do Maryi z babimojskiego kościoła. W 1710 roku w okolicach miasta panowała zaraza cholery. Choroba zbierała liczne, śmiertelne żniwo. Uratowany został zaś Babimost i należące do niego wioski. Niezwykłe ocalenie przypisywano wstawiennictwu Matki Bożej, którą czczono właśnie jako Gospodynię Babimojską. W podziękowaniu za dokonany cud mieszkańcy złożyli wówczas tzw. „śluby babimojskie”. Ich treść do dzisiaj jest aktualna: „Na wieczną rzeczy pamiątkę. Roku 1710, dnia 26 czerwca. Błagając Boga Najwyższego, aby i na nas nie przyszedł podobny gniew Jego, jaki wtedy srożył się już ogromnie w postaci zarazy we wsi Chobienice, uczyniliśmy w całej parafii babimojskiej ślub, że dla uczczenia Najświętszej Maryi Panny, w tutejszym obrazie szczególnie bardzo łaskawiej, będziemy po wieczne czasy uroczyście obchodzić święto jej ofiarowania i każdego roku w tym dniu będziemy powstrzymywać się od wszelkich prac. Za zgodą wszystkich Obywateli Babimojskich i mieszkańców wiosek: Podmokli jednych i drugich oraz Nowej Wsi, postanowiliśmy też przyjąć na siebie i naszych następców kary w wypadku niedotrzymania obietnicy. W tej też intencji obyła się uroczysta procesja z położonego poza miastem kościoła św. Jacka, aż tutaj do obrazu Najświętszej Maryi Panny i odprawiona została Msza św. błagalna połączona z krótkim wezwaniem do pokuty. We wszystkim brał udział dwór babimojski, Jaśnie Wielmożny Pan Adam Poniński, Podkoniuszy Królewski, Kapitan Babimojski wraz ze swym całym domem. O czym zaświadcza: ks. Ludwik Antoni Kwiatkowski, Kanonik Poznański, Proboszcz Babimojski”.

Sam obraz powstał być może już w XV wieku. Niektórzy jego powstanie przesuwają na wiek XVI. Z XVII i z XVIII wieku zachowana jest „Księga cudów”. Wskazuje to chyba jednak na wcześniejsze powstanie wizerunku. Obraz przedstawia Madonnę z Dzieciątkiem na ręce. Został wykonany na blasze. U dołu wizerunku znajduje się napis w języku łacińskim, który w polskim tłumaczeniu brzmi: „Witaj Królowo, Matko litości, nadziejo nasza życia słodkości. Witaj Maryjo, Matko jedyna, Matko nas ludzi, witaj Królowo”.

Wizerunek Matki Bożej znajduje się w ołtarzu bocznym babimojskiego kościoła. W ołtarzu głównym zaś umieszczona jest jego kopia i na niej zawieszono srebrną sukienkę i wota z oryginału.

Szczególnego znaczenia kult Matki Bożej Babimojskiej nabrał w XIX wieku. Był to czas walki z polskością w zaborze pruskim. Miejscowa ludność uciekała się do Maryi by zachować wiarę, język i kulturę polską. Z czasem zapomniano jednak o ślubach złożonych Matce Bożej. Obraz zastąpiono innym i nie przestrzegano już zobowiązań. W 1968 r. powrócono do starej tradycji odprawiania odpustu ku czci Matki Bożej w dniu wspomnienia Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny, czyli 21 listopada. Dzień ten obchodzony jest jako uroczystość Matki Boskiej Gospodyni Babimojskiej. W ten sposób duszpasterze i mieszkańcy realizują złożone w XVIII wieku „śluby babimojskie”. Przywrócenie starego zwyczaju zawdzięczamy proboszczowi śp. ks. Józefowi Janickiemu, który odkrył obraz i oddał go do renowacji, po czym znów intronizował w kościele parafialnym.

Matka Boża, Dobra Gospodyni z Babimostu troszczyła się o to miasto w przeszłości i dba o nie obecnie. Ten szczególny, kobiecy, matczyny i opiekuńczy rys kultu Madonny jest powodem, dla którego przed Jej oblicze pielgrzymują wierni.

CZYTAJ DALEJ

Watykanistka Franca Giansoldati: Jan Paweł II był wielką osobowością, pełną ufności

2020-11-25 07:19

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

Watykan

Arturo Mari/L’Osservatore Romano

Wielki piątek 2005 r. w prywatnej kaplicy Jana Pawła II był niezwykłym, symbolicznym podsumowaniem jego życia

Wielki piątek 2005 r. w prywatnej kaplicy Jana Pawła II był niezwykłym, symbolicznym podsumowaniem jego życia

“Jan Paweł II był wielką osobowością, a jedną z głównych cech jego charakteru była ufność”- powiedziała PAP watykanistka włoskiego dziennika “Il Messaggero” Franca Giansoldati. Dodała, że ujawnione skandale w Kościele nie zmieniły jej oceny papieża Polaka i jego dokonań.

“Nie zapominajmy, że to Jan Paweł II zbudował Europę. Dla mnie pozostaje gigantem, także jako polityczny punkt odniesienia. Dostrzegam przede wszystkim jego rolę polityczną. Gdyby jego nie było, Europa miałaby dzisiaj znacznie więcej poblemów” - podkreśliła watykanistka.

Dodała następnie: “Jego idea głoszenia i podkreślania judeo-chrześcijańskich korzeni Europy była przenikliwa i dalekowzroczna. Patrzył ponad granicami. Był to człowiek o nadzwyczajnej inteligencji”- oceniła Franca Giansoldati.

Zaznaczyła, że papież “zarządzał Kościołem kierując się także swoimi doświadczeniami z komunistycznej Polski, gdy tajne służby prześladowały duchowieństwo i fabrykowały fałszywe dokumenty, by je zdyskredytować".

“Tym można tłumaczyć to, że zawsze bronił księży. Ale to nie odbiera niczego jego wielkości, gdyż wynikało to z jego doświadczeń i tego, jak został ukształtowany z ludzkiego i politycznego punktu widzenia”- podkreśliła włoska dziennikarka.

Zapewniła, że po publikacji watykańskiego raportu na temat zdegradowanego przez papieża Franciszka za pedofilię i molestowanie dorosłych kardynała Theodore’a McCarricka z USA nie zmieniła zdania na temat Jana Pawła II.

“Polski papież miał ogromne zaufanie, był nadzwyczaj ufny”- powiedziała Franca Giansoldati.

Jest ona autorką głośnej książki “Demon w Watykanie” o założycielu zgromadzenia Legioniści Chrystusa księdzu Marcialu Macielu Degollado z Meksyku, uznanym za notorycznego pedofila i oszusta, sprawcę największego skandalu w Kościele.

“Kiedy pisałam książkę o Degollado zastanawiałam się, jak to możliwe, że ktoś taki, tak prosty w sumie i zarazem dziwaczny ksiądz zyskał sobie sympatię Jana Pawła II, wyrafinowanego intelektualisty. Ale to jemu, temu księdzu, papież zawdzięczał kolosalny sukces swej pierwszej zagranicznej podróży, do Meksyku w 1979 roku”- wyjaśniła.

Przypomniała: “Cała machina organizacyjna, komunikacja, napływ pielgrzymów – za tym wszystkim stał Marcial. Ale jednocześnie był on bardzo sprytny i był wyjątkowym manipulatorem”.

“Potrafił, można tak rzec, sprzedać piasek Libijczykom, a lód Eskimosom. Był tak przebiegły. Z drugiej strony zdołał uczynić z tej podróży papieża arcydzieło w wymiarze międzynarodowym. Wystarczy przypomnieć tłumy ludzi stojących w szpalerach długości 200 kilometrów. Ten sukces, analizowany przez różne rządy, umożliwił też potem w pewnym stopniu papieską podróż do Polski”- zaznaczyła autorka książki.

Tłumacząc więzy Jana Pawła II z założycielem zgromadzenia Legioniści Chrystusa stwierdziła: “Wojtyła wiedział, że to, co wydarzyło się w Meksyku zawdzięcza Marcialowi i dlatego miał dla niego niebywałe uznanie i przyjaźń. To dlatego Marcial mógł tak się rozwijać”.

Mówiąc o braku reakcji Stolicy Apostolskiej na doniesienia o oskarżenia pod adresem duchownego z Meksyku oświadczyła: “Należy zwrócić uwagę na system organizacji, jaki jest wewnątrz Watykanu, czyli na łańcuch dowodzenia”.

“Jest on pionowy i oparty za zaufaniu, a infomacje przychodzące z dołu generalnie docierają do góry. W sprawie Marciala mogę sobie wyobrazić, że ostatnie informacje dotyczące jego życia, które napłynęły w latach 2003-2004 , a więc na krótko przed śmiercią Jana Pawła II nie zostały mu nawet przekazane, ponieważ był wtedy już bardzo osłabiony i chory”- dodała.

“Wtedy – zaznaczyła - papież zajmował się już tylko nielicznymi sprawami dotyczącymi zarządzania Kościołem. Jeśli chodzi o resztę, to cała machina pracowała sama”.

“Jan Paweł II zaczął chorować w połowie lat 90, a potem stopniowo widzieliśmy postęp choroby aż do sytuacji, w której opadł z sił”- przypomniała.

Zdaniem watykanistki w sprawie Legionistów Chrystusa jest data o “fundamentalnym znaczeniu”.

“To – wyjaśniła - rok 2002, kiedy niektóre ofiary Marciala Maciela Degollado przedstawiły w Komisji Praw Człowieka ONZ swoje relacje na temat jego nadużyć. W tej długiej relacji znalazł się opis tego, jak działało zgromadzenie Legionistów Chrystusa, jakie przestępstwa popełnił Marcial. To był pierwszy i zarazem ostatni tak wielki dokument na ten temat, który potem stały obserwator Stolicy Apostolskiej w Genewie przekazał do Watykanu”.

“Jest niemożliwe, wręcz nie do wyobrażenia to, aby z tym dokumentem nie zapoznali się ówcześni zwierzchnicy w Sekretariarcie Stanu, a zatem substytut obecnie kardynał Leonardo Sandri oraz sekretarz stanu kardynał Angelo Sodano”- oceniła.

Giansoldati przypomniała, że za czasów kard. Sodano była bardzo ścisła współpraca i stała wymiana informacji między apartamentem papieskim a bardzo wówczas potężnym Sekretariatem Stanu.

“Nie wiemy jednak, czy Jan Paweł II wtedy, w 2002 roku został poinformowany o dokumencie ONZ”- przyznała. Jej zdaniem nie wiadomo, z kim i czy w ogóle kardynał Sodano rozmawiał o tej dokumentacji.

“Trzeba też pamiętać o tym, że pierwsze doniesienia na temat nadużyć w Kościele w USA, które napływały w latach 90 były tam uważane za top secret. Wszystkie te sygnały były szeroko lekceważone w Watykanie. Panowało tam niedowierzanie”- zaznaczyła.

Franca Giansoldati ujawniła, że córka miliarderki z Meksyku twierdzi, iż jej matka przekazała ogromną sumę pieniędzy na wsparcie radia opozycji demokratycznej w Polsce w latach 80. Miały one dotrzeć za pośrednictwem ks. Marciala Degollado.

“O tym mówiły też liczne ofiary Degollado” – zauważyła.

Z Rzymu Sylwia Wysocka(PAP)

sw/ jar/

CZYTAJ DALEJ

Abp Skworc do dziekanów: wykorzystujmy realne i zdalne możliwości w duszpasterstwie

2020-11-25 18:42

[ TEMATY ]

duszpasterstwo

Abp Skworc

KEP

W środę, 25 listopada, dziekani archidiecezji katowickiej spotkali się na platformie ZOOM z abp Wiktorem Skworcem, biskupami pomocniczymi i pracownikami Kurii Metropolitalnej.

Metropolita katowicki zachęcił do dalszego zaangażowania się w duszpasterstwo w czasie pandemii i do bycia do dyspozycji wiernych. – Nie bójmy się wykorzystywać realnych i zdalnych możliwości, jakie mamy - powiedział.

Spotkanie zostało podzielone na dwie części. W pierwszej metropolita katowicki wprowadził uczestników w tematykę nowego roku duszpasterskiego, którego realizacja rozpocznie się wraz z I niedzielą Adwentu.

– Musieliśmy dostosować się do nowej sytuacji pandemicznej – mówił metropolita katowicki. – Od marca program duszpasterski realizowaliśmy w sposób zdalny, co było nie lada wyzwaniem dla nas wszystkich. Teraz rozpoczynamy drugą część trzyletniego cyklu skoncentrowanego wokół Eucharystii, zatytułowaną „Zgromadzeni na świętej Wieczerzy”. Chcemy mówić o Eucharystii jako tajemnicy celebrowanej – dodał.

Abp Skworc przypomniał, że obok tzw. ars celebrandi – sztuki celebrowania, należy zwracać uwagę na ars partecipandi, czyli sztukę uczestniczenia we Mszy św. – Musimy uczyć wiernych uczestniczenia we Mszy św. i gromadzenia wiernych na Eucharystii i wokół Eucharystii – zaapelował.

Do drugiej części spotkanie wprowadził ks. Roman Chromy, dyrektor Wydziału Duszpasterskiego katowickiej Kurii. Przypomniał wskazania z okólnika w sprawie tegorocznych Rorat i odwiedzin duszpasterskich. Zachęcił do zapoznania się materiałami roratnimi przygotowanymi przez redakcję Małego Gościa Niedzielnego oraz z platformą holyweek.pl, zawierającą propozycje rodzinnego przygotowania do Bożego Narodzenia.

Dziekani dzielili się swoimi doświadczeniami, spostrzeżeniami i planami duszpasterskimi na najbliższe tygodnie. – Zaplanowaliśmy już spotkania dla poszczególnych części parafii w niedziele stycznia. Będzie Msza św., nabożeństwo, błogosławieństwo sakramentalne, rozdanie zestawów kolędowych z kredą i wodą święconą do wykorzystania w domach – mówi ks. Józef Włosek, dziekan dekanatu Katowice-Załęże i proboszcz na osiedlu Tysiąclecie-Dolne.

– Kolędy chcemy przeżyć analogicznie do wielkanocnego błogosławienia pokarmów. Zachęcaliśmy, aby odbywało się ono w rodzinach. Najstarsza osoba rodzinie będzie mogła pobłogosławić miejsce zamieszkania – dzielił się ks. Edward Kopka, dziekan dekanatu Orzesze i proboszcz w Zawiści.

Podczas spotkania przypomniano, że tegoroczna kolęda z przyczyn epidemicznych nie będzie mogła odbyć się w tradycyjnej formie „od drzwi do drzwi”.

Dziekani zwrócili uwagę na konieczność dostosowania dotychczasowych parafialnych form pomocy dla najbardziej potrzebujących. – W tym roku nie będzie tradycyjnej Wigilii dla ubogich, ale mamy w planach przygotowanie i dostarczenie paczek i posiłków „na wynos” – podkreślił ks. Andrzej Nowicki, dziekan dekanatu Katowice-Śródmieście i proboszcz parafii św. Apostołów Piotra i Pawła.

W Mikołowie powołana została do życia diakonia miłosierdzia. – Postanowiliśmy zrobić coś, aby stawić czoła samotności, także tej emocjonalnej. Osoby starsze, które nie mogą być odwiedzane przez najbliższych, bardzo często zostają same w swoich czterech ścianach – mówi ks. Mirosław Godziek, mikołowski dziekan i proboszcz parafii św. Wojciecha.

Podczas spotkania biskupi pomocniczy mówili o szczegółowych wyzwaniach jakie niesie pandemia dla formacji stałej kapłanów (bp Marek), dla życia zakonnego (bp Adam) oraz posługi misyjnej, szczególnie misjonarzy pochodzących z naszej archidiecezji (bp Grzegorz). Z kolei kanclerz Kurii przypomniał o zdalnym sposobie go kontaktowania się z kancelarią w celu załatwiania spraw na bieżąco.

Na zakończenie metropolita katowicki zachęcił do dalszego zaangażowania się w duszpasterstwo w czasie pandemii i do bycia do dyspozycji wiernych. – Nie bójmy się wykorzystywać realnych i zdalnych możliwości, jakie mamy do dyspozycji.

Spotkania z księżmi dziekanami odbywają się w trzech grupach. Pierwsze odbyło się we wtorek, 24 listopada. Ostatnie zaplanowano na jutro. Wszystkie odbywają się na platformie zoom.

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję