Reklama

Minął tydzień

Niedziela Ogólnopolska 18/2003

Fot. Stanisław Markowski

Fot. Stanisław Markowski

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

"Ty, który jesteś nad nami i w nas, Panie!
Jak ryby drżymy zabłąkani w sieciach,
Chleba do ust nie mający (...).
Studnio pokoju!
Lampo mądrości!
Życie bez Ciebie jest pełne mąk i znoju,
A z Tobą jest pełne radości".
(J. Kurek, Poemat o miłości społecznej)

Posłuchać Ojca Świętego

Reklama

Rozpoczęliśmy maj. Miesiąc w tym roku szczególny. Wydarzenia irackie ciągle - mimo propagandy sukcesu - niepokojące, wojenne nastroje koreańskich zbrojeń i tysiące mniejszych ognisk zapalnych świata każą z pokorą i tym większym zawierzeniem powtarzać litanijne wezwanie: Królowo pokoju, módl się za nami.
Mimo apeli Ojca Świętego, nawołującego z pokorą do zachowania pokoju, do pozostania przy wysiłku mediacyjnych zabiegów wokół skomplikowanej sytuacji w Iraku, zwyciężyły ludzkie ambicje i doprowadziły do rozpętania niszczycielskiej wojny. Nikt nie chce dziś ujawnić prawdziwej liczby ofiar zarówno z jednej, jak i drugiej strony. Mimo to oznajmiono światu, że plan się powiódł, zwycięstwo aliantów było jakoby bezdyskusyjne. Wplątano w tę wojnę wiele narodów (zresztą wbrew ich woli), co wcale im chwały nie przynosi. Myślę też o tzw. polskiej obecności.
Wszyscy pamiętamy wielekroć powtarzaną w mediach scenę niszczenia pomnika okrutnego dyktatora Husajna i palenia jego portretów. Wydawało się, że to spektakularne wydarzenie kładzie się jakąś cezurą nad irackim epizodem na scenie świata. W mediach dało się odczuć nutę zwycięstwa, a nawet pewnego tryumfalizmu, sugerującego, że tym razem Stolica Apostolska nie miała racji i że jedynie zbrojna interwencja miała swoje uzasadnienie. W tonie tegoż nastroju rozpoczęły się licytacje na temat udziału poszczególnych mocarstw w procesie odbudowy materialnej zniszczonego Iraku. Pełni wątpliwości, słuchaliśmy zapewnień o hojnej ręce supermocarstwa, które za nasz alians potrafi się w sposób właściwy odwdzięczyć. Larum podnosiły Niemcy i Francja, sugerujące, że tą sprawą powinna zająć się ONZ. Kolorowe sny o kokosach powoli zaczęły blednąć. Zanim ucichły głosy na temat dzielenia skóry na "powalonym niedźwiedziu", okazało się, że nie wszystko jest tak oczywiste. Nie dało się ukryć przed światem masowych protestów Irakijczyków, którzy zaczęli domagać się samostanowienia. Swoisty to zamysł, jeśli wziąć pod uwagę niemoc aliantów w stłumieniu fali grabieży, które dopełniły dzieła zniszczenia, a którego ofiarą padły nie tylko majątki dyktatora, ale także pomniki materialne wielowiekowej kultury tego wschodniego imperium (z premedytacją i precyzją obrabowano główne muzeum).
W czasie, gdy na spieczonej słońcem ziemi ginęli młodzi ludzie, umierały niewinne dzieci i kobiety, świat pod osłoną huku bombowych eskapad lotnictwa załatwiał swoje sprawy, choćby wspomnieć nagłośnione akty terroru kubańskiego imperatora, koreańskie zbrojenia i groźby atomowej wojny. Symptomatyczne też było milczenie o niektórych sprawach w tych dniach. Nic nie działo się w Czeczenii, medialnie nieobecne stały się nagle problemy Jerozolimy i Bliskiego Wschodu. Bardzo to niepokojące i obym był złym prorokiem, ale kaskada tryumfalnych przemówień wkrótce ucichnie, a pozostanie dla świata krwawiąca rana niewinnych ludzi w tak przecież liczebnie wielkim Iraku i w innych miejscach niesprawiedliwości.
Dwadzieścia miliardów dolarów, które rząd amerykański włożył w tę wojnę do dnia zdobycia Bagdadu, dałyby chleb i pokój milionom ludzi, a ile miliardów wkładają w zbrojenia inne państwa... Wydarzenia sprzed lat w Polsce, Rosji, Niemczech ujawniły, że Ojciec Święty miał rację. Tyrania niszczy nie tylko tyrana, ale demoralizuje także terroryzowanych i nikt o trzeźwym spojrzeniu nie wierzy, że te zranienia da się załatwić hukiem wystrzałów.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Unijne klaksony zagłuszają wszystko

Po Kopenhadze przyszła pora na widowisko w Atenach. Już wkrótce zostaniemy poproszeni do urn celem wyrażenia swojej opinii. Niedawno, ku mojemu zaskoczeniu, przeczytałem w prasie, że Radio Maryja nie będzie tworzyć antyunijnego klimatu, ale wyrażać stanowisko Episkopatu. Wielokrotnie pisałem o tym medium i ze smutkiem stwierdzam, że nadal trwa manipulacja i radiem, i autorytetem Episkopatu. Czy jest logiczne i słuszne domagać się, by radio zachęcało lub odradzało głosowanie za lub przeciw w sprawach bezpośrednio politycznych opcji? To absurd. Episkopat nie jest ani od namawiania, ani do zniechęcania ludzi w tej sprawie. Nie wiem, dlaczego podczas wyborów narzucano nam milczenie, a teraz imputuje się społeczeństwu wierzącemu, że my, pasterze, bardzo prosimy o głosowanie za wejściem do Unii. Nieprawda. Wielekroć w tym miejscu wypowiadałem się za określeniem kryteriów etycznych, którym winien odpowiadać kandydat do funkcji publicznych, aby uczciwi ludzie (wierzący lub nie) mogli w spokoju sumienia nań głosować. Głosowanie bowiem jest swego rodzaju utożsamianiem się z kandydatem, programem jego partii i z jego sposobami realizacji obietnic wyborczych. Marek Dyduch, sekretarz generalny SLD, wygłaszając na swym partyjnym zebraniu oklaskiwane tyrady na temat rzekomych zagrożeń wpływami Kościoła, jakoś nie obraził się, że teraz Kościół będzie zachęcać do głosowania za wejściem do Unii. Ta sofistyka jest dosyć czytelna i nie chcę mieć z nią nic wspólnego. Nie moją jest rzeczą narzucanie Radiu Maryja i jego kilkumilionowej rzeszy słuchaczy scenariusza audycji czy cyklu Rozmów niedokończonych. Nie jestem ekonomistą i nie mam zamiaru zgłębiać w tej mierze przewidywanych profitów lub strat związanych z tak proponowanymi warunkami wejścia do Unii Europejskiej. Wiem tylko, że Unia na przyjęcie dziesięciu nowych członków wysupłała 1/1000 swego budżetu. Jak to jeszcze podzieli między tak licznych kandydatów, to inna sprawa. Wiem też, że Polska, którą tak chętnie euroentuzjaści porównują z Hiszpanią, otrzyma 1/3 tego, co przed laty otrzymała Hiszpania. Dodając do tego inflację i recesję, pozostaje jeszcze mniej. Wreszcie - pomaga mi pamięć. Moje pokolenie przeżyło hasło minionej epoki. Są trudności, ale pracujemy dla dobra naszych dzieci. To hasło się powiela, ale nieco inaczej. Po wejściu do Unii nie odczujemy z nagła poprawy, ale odczują ją nasze wnuki. Melodia jakaś znajoma, tylko zapis nutowy nieco bardziej rozwlekły.
Jako biskup wiem jedno - cokolwiek się stanie, Kościół musi zostać z Narodem i to jest dla mnie jedyna droga i sensowna postawa.
Podczas jednego ze spotkań z kapłanami próbowano mi wytłumaczyć, że wobec tego problemu można przyjąć postawę otwartej przestrzeni lub zamkniętej twierdzy. Mój rozmówca stwierdzał, pewnie słusznie, że jedynie ryzyko wyjścia na przestrzeń daje szansę, przy wielu zagrożeniach, zobaczenia nowych krajobrazów. Twierdza zaś nie umożliwia takiego doświadczenia, na dodatek - jak uczy historia - twierdze zawsze w końcu były zdobywane. Może to i prawda. Znam jednak przypadek, antyczny i nieco literacki co prawda, że kiedy zbyt wcześnie, bez właściwego rozeznania sytuacji, otwarto twierdzę, skończyło się to tragicznie. Myślę o Troi. Mam wrażenie, że w obecnej sytuacji koniecznie trzeba dokonać natychmiastowej "konsolidacji ducha", uświadomić sobie zagrożenia i zyski, wyliczyć punkty otwarcia, ale i granice nieprzekraczalne, nie można zbyt zadufanie patrzeć na nasze siły jako społeczeństwa moralnie odpornego na zagrożenia płynące ze strony aż nazbyt liberalnej Europy. Może jest jeszcze czas, by nieco pobyć w "twierdzy", w rozumieniu Saint-Exupéry´ego, niż zbyt nonszalancko, bez właściwych zabezpieczeń i umiejętności, wypuszczać się w ciekawskie oglądanie albo zarozumiałe aspiracje do reformowania struktur tego świata.
Wynik referendum będzie na tak lub na nie. Naszym zadaniem jest budzić wolę życia i działania na rzecz szeroko pojętego dobra, na rzecz tożsamości Europy wyrosłej nie tylko z filozofii i prawa, nie tylko z wojen i rewolucyjnych morderstw, ale także z Biblii i Ewangelii, z religii mówiącej o miłosierdziu przebaczającego Boga. I mówić o tym, że warto wreszcie, po tylu nieudanych lekcjach w historii, posłuchać wskazań trwałych, jednoznacznych, a jest ich zaledwie dziesięć. Cóż, kiedy twórcy nowej Europy nawet słyszeć nie chcą o Bogu i Jego prawach do człowieka i świata.

Eucharystia Tworzywem domu

Domem wspólnym dla wierzących jest wspólnota Kościoła. Ojciec Święty po raz kolejny zaskoczył nas miłym darem świątecznym. W Wielki Czwartek nie tylko zadziwił nas swoją kondycją, informacjami o kolejnych pielgrzymkach, ale ofiarował kolejną encyklikę. Tym razem o Eucharystii, która buduje Kościół, a on żyje dzięki Niej. W sześciu rozdziałach tej bardzo głębokiej refleksji prowadzi nas po drogach swojego "zdumienia" darem Wieczernika. Tak właśnie, to słowo "zdumienie" jest wiodącym motywem papieskiego dokumentu. Mam nadzieję, że encyklika ta stanie się lekturą wierzących i okazją do medytacyjnych spotkań w małych grupach Żywego Kościoła.
Warto odnotować przesłanie zawarte w trzecim rozdziale dokumentu. Ojciec Święty jeszcze raz podkreśla swój szacunek do innych Kościołów i wspólnot, co do których nadzieja jedności tkwi właśnie w Eucharystii, będącej darem Jezusa. Ale też uczciwie i niedwuznacznie przypomina, że w tych wspólnotach, które powstały zwłaszcza w XVI wieku i później, a w których nie ma sakramentalnego służebnego kapłaństwa, trudno znaleźć jakiś punkt styczny w odniesieniu do istoty eucharystycznego Misterium. Dlatego katolicy, "szanując przekonania religijne naszych braci odłączonych, winni jednak powstrzymać się od uczestnictwa w Komunii rozdzielanej podczas ich celebracji, ażeby nie czynić wiarygodną dwuznaczności dotyczącej natury Eucharystii i w konsekwencji nie zaniedbać obowiązku jasnego świadczenia o prawdzie".
W rozdziale piątym Ojciec Święty zachęca i nawołuje do pielęgnowania piękna przeżywania Eucharystii. Piękna od strony liturgicznej, a także od strony piękna ludzkiego serca. Być może pomogą w tym - sugeruje Papież - przywrócone, a zaniedbane w wielu parafiach popołudniowe nabożeństwa z wystawieniem Najświętszego Sakramentu. Końcowy rozdział to oddanie się Maryi i naśladowanie Jej w adoracji tajemnicy Eucharystii.
Przedziwna i mądra jest ta pedagogia Ojca Świętego. Po wprowadzeniu tajemnic światła i zachęcie do odmawiania Różańca, który jest jakby szkołą kontemplacji, Jan Paweł II "porzucił" niejako autorytet urzędu i w Tryptyku rzymskim dał świadectwo swojego "zdumienia" wielkością Bożej miłości, by potem, już jako Piotr, poprowadzić nas do źródeł głębiej zrozumianego nabożeństwa i kultu Eucharystii.
Podejmijmy ten dar Ojca Świętego. Niech Różaniec i częsta Komunia św. staną się tworzywem budowania domu naszych serc, rodzin, naszego kraju, ale także zagrożonego wojnami domu świata.

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Biuletyn medyczny po operacji Papieża: usunięto dolny płat prawego płuca

2026-10-13 22:08

[ TEMATY ]

Leon XIV

Vatican Media

Lekarze, którzy operowali Ojca Świętego przekazali szczegóły dotyczące dzisiejszego zabiegu. Papieżowi usunięto dolny płat prawego płuca, a badanie śródoperacyjne potwierdziło rozpoznanie gruczolakoraka płuca.

Ojciec Święty został poddany, zgodnie z planem, operacji z zakresu chirurgii klatki piersiowej. Aby zabieg miał charakter radykalny, usunięto dolny płat prawego płuca, stosując technikę wspomaganą obrazowaniem wideo. Śródoperacyjne badanie histopatologiczne potwierdziło rozpoznanie gruczolakoraka płuca, zgodnie z podejrzeniami wynikającymi z badań przedoperacyjnych.
CZYTAJ DALEJ

Rośnie liczba zatrzymanych po aktach przemocy w szkołach

2026-10-13 09:47

[ TEMATY ]

szkoła

PAP

Po aktach przemocy w szkołach funkcjonariusze skontrolowali ponad 108 tys. placówek i zatrzymali 167 osób – poinformowała we wtorek policja.

W całej Polsce od piątku trwają działania policji mające zapewnić bezpieczeństwo dzieciom, młodzieży i wszystkim pracownikom placówek oświatowych. Akcja ma związek z ubiegłotygodniowymi aktami przemocy w placówkach.
CZYTAJ DALEJ

Bp Lityński do kleryków: Wzrastajcie, pomimo przeszkód – łaski Pana wam nie zabraknie!

2026-10-13 17:48

[ TEMATY ]

inauguracja roku akademickeigo

Wyższe Seminarium Duchowne w Gorzowie Wlkp.

Karolina Krasowska

Na pierwszym roku formację do kapłaństwa podejmuje 6 kleryków

Na pierwszym roku formację do kapłaństwa podejmuje 6 kleryków

W Wyższym Seminarium Duchownym w Gorzowie Wlkp. 13 października odbyła się uroczysta inauguracja roku akademickiego. Na pierwszym roku formację do kapłaństwa podejmuje 6 kleryków.

Tegoroczna inauguracja odbyła się po raz 80. w historii Zielonogórsko-Gorzowskiego Wyższego Seminarium Duchownego. Rozpoczęła się w seminaryjnej kaplicy od Mszy św., której przewodniczył bp Tadeusz Lityński. Homilię wygłosił bp Adrian Put, który podkreślił, że decyzja o kapłaństwie musi dokonać się w wolności kandydata. - 6 lat tego czasu tutaj jest po to, żeby dojrzeć do tej wolności, którą przynosi nam Ewangelia. "Czy chcesz?" Nie czy będziesz dobry księdzem, nie czy będziesz duże grupy prowadził formacyjne, nie czy będziesz piękne kościoły budował albo świetne grupy Caritas prowadził. Na początku będzie ciebie biskup pytał: "czy chcesz?", "czy jest w tobie tyle wolności, która płynie z Ewangelii, aby podjąć się tego zadania?" – mówił bp Adrian Put. - Wiecie, że czasami są bracia, którzy z różnych powodów mówią: "A jednak nie". To ja dzisiaj was proszę i dzisiaj do was kieruję to słowo. To zanim będziesz odpowiadał biskupowi w katedrze i będziesz słyszał ten głos pełen ufności, wiary, nadziei, ale i trochę lęku, to dojrzyj do tego, żeby odpowiadać w wolności: "tak, chcę". Bo dzisiaj nikt ci nie zagwarantuje, co będziesz robił – kontynuował biskup. - Z biskupem diecezjalnym mamy takie doświadczenia, jak jeździmy po wizytacji szczególnie w tym okresie albo w okresie zimowym, ilu naszych braci w tym okresie tak naprawdę stać tylko na to, żeby ogrzać sypialnię i trochę łazienki, ale są wśród tych ludzi. Ilu naszych braci zmaga się z wieloma remontami, różnymi trudnościami, ale są, bo odpowiedzieli sobie na pytanie, dlaczego chcę, jaka jest moja wolność. Są takie wioski ciągle na naszym terenie, gdzie państwa polskiego już dawno nie ma. Nie ma policji, nie ma szkoły, nie ma poczty, nie ma nawet przystanku autobusowego, ale jest kościół, do którego systematycznie przyjeżdża ksiądz. Tam nawet młodych już nie ma, ale przyjeżdża ksiądz, który głosi Ewangelię Bożą i ile razy było słychać, że tylko ksiądz nam tutaj został – zauważył bp Put. - Więc ja wam nie zagwarantuje, biskup diecezjalny wam nie zagwarantuje tego czy będziecie pracowali na wielkiej parafii i mieli sukcesy, czy będziecie na małej wspólnocie parafialnej, gdzie trzeba będzie troszkę walczyć też o byt. Niczego wam zagwarantować nie możemy poza Ewangelią Jezusa Chrystusa i poza wolnością, do której wzywa nas Chrystus. Więc bardzo pokornie was proszę, abyście ten czas seminaryjny wykorzystali na to, aby dojrzeć w wolności do odpowiedzi na pytanie: "czy chcesz?". Nikt ciebie do święceń nie będzie popychał. To musi być twoja i tylko wyłącznie twoja wolna wola. Chcę, bo wiem, że skoro chcę, to Pan ma dla mnie jakiś plan. I czy będę tam, czy będę gdzie indziej. Czy będę w takiej wspólnocie, czy innej, czy będę miał takie zadanie czy inne, to będzie to moje miejsce zbawienia w wolności – podkreślił biskup.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję