Reklama

Kochane życie

Solniczka

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Podczas kuchennych zajęć wypadła mi z szafki mała solniczka. Plastikowa, przezroczystopomarańczowa, o barwie nieco już wyblakłej, w kształcie ściętego ostrosłupa, z podstawką i główką w kolorze białym. Zakrętka z dziurkami, przez które sypie się sól, ma przetarty gwint. Czasem wypada z tej solniczki cała zawartość - na przykład na kromkę chleba z twarożkiem i dymką. Niestety, trzeba wtedy albo usunąć ten nadmiar soli, albo zrobić drugi egzemplarz kanapki.
Nie mówię tego po to, by tu opowiadać, co jadam na śniadanie. Plastikowa solniczka jest bowiem także nieodłącznym towarzyszem moich wakacyjnych wojaży, podczas których służyła mi już przez wiele lat aż do teraz, kiedy jej użycie jest raczej ryzykowne. Spoczęła więc w szafce kuchennej i czasami przypomina o swoim istnieniu.
Ten opis nie jest bezpodstawny. Solniczkę dostałam od pewnej osoby, z którą leżałam kiedyś w szpitalu na Banacha. Był to oddział dla osób z problemami krążeniowymi i przebywałam tam tylko na badaniach, za to napatrzyłam się na wiele ludzkich bied i nieszczęść. Mieszkałam w tej szpitalnej sali - jeśli tak można powiedzieć - łóżko w łóżko z Panią Marysią. Była to osoba o ogromnej miłości do ludzi, pełna słodyczy i ciepła, zawsze chętna do pomocy, choćby w czymkolwiek.
Pani Marysia miała chore serce, ale trzymała się bardzo dzielnie, a lekarze robili wszystko, by poprawić jej słabe zdrowie. Odwiedzał Panią Marysię mąż, równie cichutki jak ona, delikatny, serdeczny. Przynosił jej różne rzeczy do jedzenia i czytania, zawsze siedział długo przy łóżku i trzymał ją za rękę. Tak trwali we dwoje, już niemłodzi, zapatrzeni w siebie, oddani sobie bez reszty. Starałam się nie patrzeć zbyt często w ich stronę, by ich nie peszyć i nie przerywać tej bliskości mimowolnym spojrzeniem. Podobnie kochające się pary są dziś mało modne w naszym krzykliwym, odartym z intymności świecie.
To szczęśliwe, ciche trwanie zostało jednak bezpowrotnie zburzone. Lekarz pewnego ranka zatrzymał się na dłużej przy Pani Marysi. Usiadł na stołeczku i na łóżku rozłożył plik papierów. Pochylił się i cicho coś do niej mówił. Dobiegły mnie słowa: "... guz niewiadomego pochodzenia, komórki rakowe, instytut onkologii, przenosiny...". U Pani Marysi wykryto nowotwór. W celu bardziej szczegółowej diagnozy i leczenia musi się przenieść do innego szpitala. Dostanie tam skierowanie i przewiozą ją najszybciej, jak to będzie możliwe.
W naszym pokoju szpitalnym zapanował nastrój żałobny. Panią Marysię wszyscy lubili i było nam bardzo smutno z jej powodu. Tylko ona sama jakoś najmniej pogrążała się w tym smutku. Pogodna jak zwykle, twierdziła, że i tak wszystko jest w ręku Boga. I tylko różaniec jeszcze częściej spływał strużką paciorków z jej rąk.
Wiele takich historii dzieje się codziennie, szpitale pełne są osób bardzo chorych, a i los nas wszystkich, jeszcze zwyczajnie chodzących po ulicach, też jest wielką niewiadomą. Lecz opisany obraz również jest jeszcze niepełny. Do Pani Marysi przyszedł mąż na zwykłą, codzienną wizytę. Na wieść o jej problemach biedak bezradnie się rozpłakał, i tak siedział obok łóżka, roztrzęsiony, rozżalony, nieszczęśliwy. I to Pani Marysia musiała go pocieszać, koić jego ból, wlewać nadzieję w jego serce. Mówiła, żeby się nie martwił, bo przecież będą ją leczyli w dobrej klinice, a teraz wiele ludzi z tego wychodzi, to dlaczego ona ma zaraz umrzeć. Tak skutecznie działała, że mężczyzna wyszedł ze szpitala od niej prawie pogodzony z sytuacją. Po jego wyjściu Pani Marysia szybko uciekła do szpitalnej kaplicy.
Pani Marysiu, gdzie Pani jest teraz? Mała, głupia solniczka, którą mi Pani zostawiła podczas swojej przeprowadzki, wciąż jest u mnie i przypomina mi o Pani dobrym sercu. I do dziś wciąż nie mam pewności, czy większym bólem jest cierpieć samemu, czy patrzeć, jak cierpi, nawet choćby z naszego powodu, osoba nam bardzo bliska.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bóg daje znak ostateczny w śmierci oraz zmartwychwstaniu Syna

[ TEMATY ]

rozważania

Glossa Marginalia

pixabay.com

Micheasz układa mowę jak proces przymierza. Pan wzywa góry oraz fundamenty ziemi na świadków. Stworzenie ma pamiętać, co uczynił Bóg dla swego ludu. W centrum pada przypomnienie wyjścia z Egiptu. Pan wyprowadził Izraela z domu niewoli. Dał mu przewodników: Mojżesza, Aarona oraz Miriam. Historia zbawienia zostaje przywołana po to, by obudzić pamięć serca. Lud ma przypomnieć sobie, kim jest wobec Pana. Następnie słyszymy pytanie o ofiary. Skala rośnie. Mowa o całopaleniach, cielcach, tysiącach baranów, potokach oliwy, nawet o pierworodnym synu. Prorok obnaża przez to pokusę religijnej wymiany. Człowiek chciałby dać wiele rzeczy, byle nie oddać samego serca. Odpowiedź Boga jest krótka. „Powiedziano ci, człowiecze, co jest dobre”. Trzeba czynić mišpāṭ, kochać ḥesed oraz chodzić pokornie z Bogiem. Te trzy słowa obejmują całe życie. Mišpāṭ dotyczy uczciwego sądu oraz porządku społecznego. Ḥesed oznacza wierną miłość, dobroć, lojalność wobec przymierza oraz bliźniego. Pokorne chodzenie z Bogiem wskazuje na życie czujne, posłuszne oraz wolne od pychy. Dobra nowina jest prosta. Bóg nie gubi człowieka wśród niezliczonych praktyk. Pokazuje drogę prostą, możliwą do podjęcia każdego dnia.
CZYTAJ DALEJ

Hiszpania/ Ziemia zadrżała trzykrotnie podczas finałowego meczu mundialu

2026-07-20 19:08

[ TEMATY ]

sport

mistrzostwa świata

PAP

Ziemia w Hiszpanii zadrżała trzy razy podczas transmisji finałowego meczu tegorocznego mundialu, co pokazały rozmieszczone w całym kraju sejsmografy. Powodem zjawiska były reakcje milionów kibiców – poinformowała w poniedziałek hiszpańska Wyższa Rada Badań Naukowych (CSIC).

„Zapisy pokazują trzy wyraźne momenty szczytowe w trakcie meczu, widoczne jednocześnie na czujnikach sieciowych: gol Ferrana Torresa, gol, którego VAR ostatecznie nie uznał, i najbardziej intensywne wydarzenie wieczoru - końcowy gwizdek” – uściśliła CSIC, która jest w Hiszpanii największą państwową agencją zajmującą się badaniami naukowymi.
CZYTAJ DALEJ

Uroczystości pogrzebowe śp. Kazimierza Wolskiego – budowniczego Świątyni Opatrzności Bożej

2026-07-21 07:44

[ TEMATY ]

pogrzeb

Arch. Krakowska

– On doskonale wiedział, że przedsiębiorczość, biznes służy nie tylko temu, żeby się społeczeństwo ubogacało w różne dzieła. Prawdziwa praca służy temu, żeby sam człowiek pracujący się rozwijał i żeby służył tą pracą swojej rodzinie, swoim dzieciom, swoim wnukom – mówił kard. Kazimierz Nycz podczas uroczystości pogrzebowych śp. Kazimierza Wolskiego w Mizernej – budowniczego Świątyni Opatrzności Bożej.

– Ta śmierć niespodziewana i nagła uczy nas z pewnością jednego – trzeba byśmy czuwali na przyjście Pana, które może być i często bywa przyjściem niespodziewanym. Wierzymy gorąco, że świętej pamięci Kazimierz był przygotowany na to spotkanie z Panem i dlatego modlimy się szczególnie o miłosierdzie Boga nad nim – mówił na początku Mszy św. kard. Kazimierz Nycz. Metropolita warszawski senior zaznaczył, że liturgia jest okazją do podziękowania Bogu za „jego życie pełne zaangażowania i misji, którą pełnił wobec rodziny, wobec dzieł, które prowadził, wobec Kościoła, także wobec parafii”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję