Reklama

Błogosławione narzędzie

Wizytę w redakcji „Niedzieli” złożył niedawno wyjątkowy gość - papieski fotograf.

Niedziela Ogólnopolska 41/2011, str. 10-11

Magdalena Niebudek/Niedziela

Arturo Mari w czasie pobytu w Częstochowie w sierpniu 2011 r.

Arturo Mari w czasie pobytu w Częstochowie w sierpniu 2011 r.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

KS. INF. IRENEUSZ SKUBIŚ: - Jest Pan człowiekiem, którego wszyscy doskonale znamy jako tego, który dokumentował życie bł. Jana Pawła II. Zdjęciami z Ojcem Świętym Pana autorstwa znaczone jest życie wielu ludzi na świecie.
Mówi się o Panu jako o „błogosławionym narzędziu” w papieskim przekazie do świata. Ilekroć dane nam było być na Watykanie, podziwialiśmy Pana koncentrację i szybkość w działaniu. Muszę powiedzieć, że - choć na pewno nie tak jak Pan - my także byliśmy zawsze bardzo blisko Jana Pawła II i w naszych publikacjach cały czas dawaliśmy mu świadectwo. Ale korzystając z okazji, że jest Pan z nami, prosimy o słowo wielkiego świadka wielkiego Papieża.

Reklama

ARTURO MARI: - Dziękuję Księdzu Redaktorowi serdecznie za zaproszenie oraz za to, co powiedział, że „Niedziela” była tak blisko Papieża. Dobrze rozumiem, jak trudno jest prowadzić pismo oparte na słowie prawdy. Trzeba wciąż szukać dobrych rozwiązań między różnymi opcjami i nie tracić z oczu tego, co najważniejsze. Zdawał sobie z tego sprawę również nasz Ojciec Święty. Widziałem, że każdego tygodnia czyta „Niedzielę” - choć na początku nie miałem pojęcia, co to słowo znaczy. Przygotowujecie w każdym numerze przesłanie prawdy, również w kwestii nauczania Jana Pawła II, a także przesłanie społecznej doktryny Kościoła. Doskonale rozumieliście, co Ojciec Święty chciał powiedzieć światu i ta Wasza praca była przez niego bardzo doceniana. Byłem bardzo blisko i mogłem to zaobserwować. Ojciec Święty zawsze darzył Was swoim zaufaniem. Dlatego to wielki zaszczyt móc spotkać się tutaj z Wami, dotykając niejako raz jeszcze całego myślenia Papieża, które jest tutaj uobecnione.

- Proszę się przyznać, brakuje Panu dzisiaj Jana Pawła II...

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

- Ojciec Święty nie jest z nami fizycznie, ale z mojej strony nic się nie zmieniło, zawsze czuję Jana Pawła II w moim życiu, w myślach, za moimi plecami. Właśnie uczestniczyłem we Mszy św. w Kaplicy Matki Bożej na Jasnej Górze. Wiele razy byłem w tym miejscu z Ojcem Świętym. I muszę powiedzieć, że wszedłem do Kaplicy, jakbym był razem z nim. A klęcząc w czasie Mszy św., dostrzegłem nagle znaczącą białą postać. Był to kapłan, który koncelebrował Mszę św., ale dla mnie był to moment szczególnej emocji, serce zaczęło mi bić mocniej. Nie, nie brakuje mi Ojca Świętego, bo on cały czas jest ze mną. Zawsze czuję go za sobą, słyszę jego głos: - Arturo, Arturo...

- Które z setek spotkań z Janem Pawłem II zapadły Panu najbardziej w pamięć?

Reklama

- Trudno powiedzieć. Najbardziej wzruszające były te z dziećmi. Ale spotkaniem, które zrobiło na mnie również ogromne wrażenie, była wizyta Jana Pawła II na wyspie trędowatych. Było to podczas wizyty duszpasterskiej w Korei Południowej (1984 r. - przyp. red.). Kard. Kim, arcybiskup Seulu, chciał wtedy ograniczyć program wizyty Ojca Świętego, wykreślając m.in. to spotkanie. Ale Jan Paweł II z niczego nie zrezygnował. Polecieliśmy więc helikopterem na wyspę zamieszkałą jedynie przez trędowatych. Po powitaniu przez dzieci kardynał zaprosił Papieża do długiego białego budynku. Wizyta była przewidziana na kilka minut. W związku z moją pracą poszedłem wcześniej do przodu. Wszedłem i zakryłem twarz dłońmi. Klęknąłem z boku i zacząłem się modlić. Nie byłem w stanie wykonywać mojej pracy...
Ojciec Święty przybył, spojrzał, upadł na kolana i ok. 8 minut modlił się. Potem wstał. Protokół spotkania przewidywał, że Papież powie kilka słów i udzieli błogosławieństwa. Ale on skierował się bezpośrednio do trędowatych. Kard. Kim próbował go zatrzymać. Ojciec Święty jednak zdecydowanym gestem odtrącił jego rękę, idąc dalej, w kierunku trędowatych. Spotkał się wtedy z ok. 800 trędowatymi, z każdym z osobna, dotykając jego twarzy i całując ją. Rozumiecie, co znaczy być trędowatym: chory nie ma oczu, nosa, twarzy - widać tylko zdeformowane usta. Całe ciało zniszczone, niemal gnijące, powykrzywiane ręce. Mówię o tym, bo wielokrotnie widzi się jakieś fałszywe opisy tej sytuacji. Doskonale to pamiętam, także sercem.

- Czy jako fotograf papieski był Pan proszony o obsługę jakichś nadzwyczajnych spotkań w Watykanie? Opowiadano kiedyś o pewnym człowieku wniesionym na audiencję do Ojca Świętego...

Reklama

- Było to wydarzenie z pierwszego roku pontyfikatu Jana Pawła II. Zakończyłem pracę ok. 4 po południu, siadłem przy stole - jak wszyscy ludzie po pracy. W tym momencie zadzwonił telefon od ks. Stanisława, żeby wrócić do apartamentów papieskich. Okazało się, że pewien mężczyzna - o wadze ok. 28 kg - bardzo chciał dotknąć Papieża i pomodlić się z nim chwilę. Jego rodzina była bardzo biedna, pochodzili z okolic Brescii. Ludzie z miasteczka zebrali pieniądze, żeby mógł pojechać do Rzymu, by spotkać się z Ojcem Świętym. Człowiek ten, niemogący się samodzielnie poruszać, przybył pod Spiżową Bramę, gdzie zatrzymał go żołnierz Gwardii Szwajcarskiej. Miał szczęście, że natrafił na jednego z odpowiedzialnych Gwardii. Kiedy ten usłyszał, o co chodzi, natychmiast zadzwonił do ks. Stanisława, który polecił przyprowadzić tego człowieka do papieskiego apartamentu. Jan Paweł II modlił się właśnie w swojej prywatnej kaplicy. 2 minuty później znalazłem się w pobliżu. Zastałem Ojca Świętego na kolanach, prawą rękę trzymał na ramieniu człowieka, który nie mógł utrzymać samodzielnie głowy, był chory. Papież modlił się za niego ok. 15 minut. Później zwrócił się do niego, powiedział mu coś na ucho, pobłogosławił, pocałował i przytulił. Następnie odpiął guzik przy sutannie, zdjął łańcuszek i powiesił na jego szyi. Mocno uścisnęli sobie ręce. Mężczyzna odwrócił się i powiedział do Jana Pawła II: „Dziękuję za to, co Ojciec Święty dla mnie uczynił”. - I dodał: „Do zobaczenia w raju”. To scena, którą zapamiętałem. Ten człowiek zmarł po powrocie do swojego miasta.

- Pracował Pan z Janem Pawłem II od początku jego pontyfikatu. Proszę powiedzieć o chwilach, które w sposób szczególny uświadomiły Panu, że ma Pan do czynienia z człowiekiem niezwykłym, który żyje jak święty?

Reklama

- Muszę sprecyzować, że Ojca Świętego znałem już z czasów Soboru Watykańskiego II. Poznałem go, bo przyjaźniłem się z kard. Wyszyńskim. To on przedstawił mnie kard. Wojtyle. Służyłem sześciu papieżom, a zacząłem od Piusa XII. Po 53 latach pracy trzeba było już powiedzieć: koniec i odejść na emeryturę. Muszę podziękować Bogu za to, że przez 53 lata pracy nie zmarnowałem żadnej godziny pracy i nie pomyliłem się przy żadnym zdjęciu. Ale to było dane od Boga.
Uczyłem się poznawać Jana Pawła II. Byłem zafascynowany Polską - Kościołem milczenia za czasów komunizmu. Rozmawiając z bp. Wojtyłą wielokrotnie, czułem, że jest on biskupem trochę poza normą, że znacznie wyprzedza innych biskupów. Razem z historią Waszego kraju wszystko to tworzyło jakiś niezwykły klimat. Ojciec Święty musiał w życiu rozwiązywać wiele problemów, nieobca mu była kwestia cierpienia. Myślę, że świętość człowieka rodzi się w jego doświadczeniach życiowych. Papież Wojtyła niejako podniósł do godności całe swoje doświadczenie. Z tego doświadczenia narodził się Jan Paweł II. Żeby to wszystko zrozumieć, wystarczy przyjrzeć się jego przemówieniom do Organizacji Narodów Zjednoczonych i do innych instytucji o znaczeniu międzynarodowym (FAO, UNESCO czy w Meksyku do wielkich tego świata). To była doktryna społeczna Kościoła, ale tak naprawdę to Jana Pawła II.
Dla mnie relacja z Janem Pawłem II nie była tylko relacją papieża z fotografem. Traktowałem Ojca Świętego jak ojca, a on zwracał się do mnie jak do syna. Swoją świętość Jan Paweł II zanosił do kaplicy. Kiedy widziało się twarz Ojca Świętego podczas modlitwy, czuło się niejako tę świętość, która była poza wszelką normą.
Jan Paweł II Wielki zmienił świat. To także argument za tym, że on był świętym człowiekiem. Lubię widzieć go w dwóch sytuacjach: jedna w Polsce, kiedy 3 mln młodych ludzi oczekuje jego białej postaci - byłem wówczas metr za jego plecami, widziałem to, co on widział, i odczuwałem to, co on czuł... I druga - kiedy Ojciec Święty zwrócił się do jednego z przywódców państw słowami: „Jesteś kryminalistą, zabijasz swoje dzieci, podsycasz wojnę między braćmi! Nie jesteś żadną głową państwa, jesteś po prostu zwykłym zbrodniarzem”. Teraz mogę powiedzieć, że chodzi tu o wizytę w Chartumie. Znacie sytuację w Sudanie (Sudan Północny - islam, Sudan Południowy - katolicy). Przywódca wzniecał wojnę między mieszkańcami państwa. Jan Paweł II, kończąc swoje przemówienie, powiedział do niego: „Pamiętaj, otrzymasz zapłatę za to wszystko od Pana Boga”. Nie było to tylko przemówienie do ludzi, ale do przywódcy państwowego, ukazujące też pewną determinację Ojca Świętego. Przywódca państwowy powinien być piękny, a naród szczęśliwy, nie taki, jak był w tym momencie. To było 22 lata temu. W tym czasie nie pisano nic w gazetach na temat tego zbrodniarza, ale pisano na temat zbrodni. Teraz Sudan podzielił się, powstało nowe państwo - nadzieja życia. To, co się teraz dzieje, narodziło się 22 lata temu.
Chcę tu podkreślić inteligencję, odpowiedzialność i zdolność myślenia Jana Pawła II. Pamiętam też sytuację w Peru, związaną ze „Świetlistym Szlakiem” - to inni zbrodniarze. Ojciec Święty wszedł na stół i wobec setek żołnierzy regularnego wojska powiedział: „Chodźcie bliżej, wyjdźcie naprzeciw, nie kryjcie się...”. Kiedy widziało się Papieża z rozłożonymi rękami i stało za jego plecami bardzo blisko, to czuło się tę atmosferę. Ta sytuacja obrazuje słynne słowa: „Nie lękajcie się!”. Będąc w takich sytuacjach, również odczuwałem wartość tych słów.

- Podobno Ojciec Święty często się wzruszał, a czasem nawet płakał. Czy Pan sfotografował płaczącego Papieża?

- Widziałem Ojca Świętego wzruszonego, chyba w Castel Gandolfo. Także 11 września 2001 r. - podczas ataku na bliźniacze wieże w Nowym Jorku i w czasie rozpoczęcia wojny w Iraku. Próbowałem wtedy robić zdjęcia, ale w bardzo delikatny sposób, żeby nie przeszkadzać, bo to były chwile szczególne. Moja osoba w takim momencie to było za dużo. Robiłem jedno zdjęcie, tak jakbym nie był obecny, i nie chciałem przeszkadzać.

- Jak wyglądało Pana ostatnie spotkanie z Janem Pawłem II?

Reklama

- Było to na 8 godzin przed jego śmiercią. Do mojego biura zadzwonił ks. Stanisław, bym szybko przyszedł do papieskich apartamentów. Przez Bramę Sykstusa V windą udałem się na górę. Uściskaliśmy się z ks. Stanisławem, rozumiejąc sytuację. Wychodząc z windy, idzie się korytarzem i po lewej stronie był pokój Ojca Świętego, naprzeciwko tego pokoju było biuro Papieża i ks. Stanisława, a obok - kaplica. Przez 26 lat chodziłem tą drogą. Z przyzwyczajenia poszedłem do pokoju z prawej strony, ale ks. Stanisław zatrzymał mnie i poprowadził do pokoju na lewo. Była to sypialnia Ojca Świętego, niezwykle skromna, co mnie uderzyło. Jan Paweł II odwrócił się lekko w moją stronę. Ks. Stanisław powiedział: - Ojcze Święty, jest tutaj Arturo. To był moment, kiedy naprawdę czułem lęk. Jan Paweł II popatrzył na mnie dużymi, pięknymi niebieskimi oczami, które widziałem latami. Zobaczyłem jego uśmiechniętą twarz i padłem na kolana. Dotknął mnie z czułością, w pewnym momencie mocno uścisnął rękę i cichym głosem powiedział: - Dziękuję, Arturo... I odwrócił się z powrotem na drugą stronę. Nie zapomnę tego wyrazu twarzy, oczu. Wyglądał jak osoba szczęśliwa, gotowa do odejścia. To było moje najpiękniejsze spotkanie z Janem Pawłem II.

- „Niedziela” pisała kiedyś, że Pański syn został kapłanem...

- Myślę, że duża tu zasługa mojej bardzo religijnej, inteligentnej żony i jej bliskości z Juanem Carlosem. Musicie zrozumieć: 27 lat życia blisko Papieża, 365 dni poza domem, każde Boże Narodzenie, Wielkanoc itd. Wychodziłem rano i wracałem o godz. 22, 23 wieczorem, i nigdy nie widziałem jej zdenerwowanej, zawsze przyjmowany byłem z uśmiechem. Dzięki niej mogłem spokojnie realizować moją służbę wobec Papieża. Syn wielokrotnie pytał mnie, dlaczego Ojciec Święty robi tak, a nie inaczej, dlaczego jest właśnie taki... Kiedy syn wstąpił do seminarium, Ojciec Święty spotykał go wiele razy. Ale wyświęcił go na kapłana już Benedykt XVI. Teraz mój syn pracuje w Ekwadorze, gdzie w najbardziej ubogim regionie Ameryki Łacińskiej została otwarta nowa misja Legionistów Chrystusa. Opiekuje się 200 młodymi, których wziął z ulicy, troszczy się o 120 biednych rodzin, którym trzeba pomagać. Od 3 lat jest sam, ale wiemy, że Jan Paweł II wspiera go.

- Dokumentował Pan pontyfikaty sześciu papieży, w tym dwóch błogosławionych. My, Polacy, tak mało wiemy o Janie Pawle I, który zmarł po 33 dniach. Jak Pan go zapamiętał?

Reklama

- Kard. Albino Lucianiego - Jana Pawła I, patriarchę Wenecji, również poznałem w czasie Soboru Watykańskiego II jako biskupa. Był bardzo dobry, ale trochę zalękniony i cichy, dużo pracował. Chorował na serce. Martwił się, że nie podoła zadaniu. Jako o papieżu nie możemy powiedzieć wiele. Na pewno był człowiekiem inteligentnym - można to powiedzieć choćby na podstawie audiencji, które zdążył odbyć. Znałem bardzo dobrze jego brata, bardzo z nim związanego. Kiedy się żegnali, mówił do Jana Pawła I: „Albino, zobaczymy się po moim powrocie. Odwiedzę cię w Watykanie”. Na co Papież odpowiedział: „Jeśli znajdziesz mnie tutaj żywego, to się spotkamy”. Dla niego zadanie bycia papieżem było bardzo trudne.
Zresztą podczas jego pierwszej audiencji, zaraz po wyborze, zwrócił się do kardynałów (mówiło o tym Radio Watykańskie): „Posadziliście na tym tronie ubogiego Chrystusa. Mam nadzieję, że mnie tak nie zostawicie i pomożecie mi, bo dla mnie to zadanie jest zbyt trudne”. To znane słowa, słyszało je wielu.
Kiedy został wybrany na papieża, sekretarz stanu prosił, żebym robił oficjalne zdjęcia Jana Pawła I. Był taki czas, kiedy razem spacerowaliśmy. Były to dla mnie krótkie, ale bardzo piękne chwile. Potem Papież skierował się do Ogrodów Watykańskich. Jest tam ulica Piusa XII i wieża św. Jana, przy której rosną cyprysy. Widziałem jego białą postać znikającą między tymi cyprysami. Kilka dni później zmarł. Jest takie zdjęcie, jak odchodzi między cyprysami w kierunku wieży św. Jana...

- Czy zapisuje Pan swoje wspomnienia?

- Nie, ale być może będę to czynił w przyszłości.

Za tydzień - druga rozmowa z Arturo Marim, przeprowadzona w czasie jego pobytu w Częstochowie w sierpniu 2011 r.

2011-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Krajowy Moderator Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego: w uroczystość Zwiastowania Pańskiego podejmijmy dzieło adopcji

2026-03-09 10:07

[ TEMATY ]

duchowa adopcja dziecka poczętego

Karol Porwich/Niedziela

Żyjemy w czasach, w których w przestrzeni publicznej coraz częściej podważa się i deprecjonuje wartość ludzkiego życia. Niejednokrotnie można odnieść wrażenie, że społeczeństwo znalazło się na takim etapie, na którym coraz trudniej jest zawrócić i ponownie odkryć wartość tych najmniejszych i najbardziej bezbronnych – dzieci nienarodzonych - apeluje paulin o. Samuel Karwacki, krajowy Moderator Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego.

O. Samuel Karwacki mówi dalej: W mediach społecznościowych, w publicznych debatach, a nieraz także w codziennych rozmowach coraz częściej rani się godność drugiego człowieka. W takich sytuacjach łatwo utracić Boże spojrzenie na rzeczywistość i na wartość każdego ludzkiego życia.
CZYTAJ DALEJ

Przez trzy dni przeżywali swoiste rekolekcje

2026-03-08 19:11

[ TEMATY ]

Zielona Góra

Warsztaty Liturgiczno‑Muzyczne

parafia św. Józefa

Piotr Pałka

Karolina Krasowska

W wydarzeniu wzięlo udział blisko 50 osób. Uczestnicy byli zarówno z Zielonej Góry, jak i okolic, ale także Krosna Odrzańskiego, Nowogrodu Bobrzańskiego, Sulechowa, a nawet Gorzowa Wlkp.

W wydarzeniu wzięlo udział blisko 50 osób. Uczestnicy byli zarówno z Zielonej Góry, jak i okolic, ale także Krosna Odrzańskiego, Nowogrodu Bobrzańskiego, Sulechowa, a nawet Gorzowa Wlkp.

Spotkanie muzyczne "Popołudnie ze św. Józefem" zwieńczyło trzydniowe Warsztaty Liturgiczno-Muzyczne w parafii pw. św. Józefa Oblubieńca w Zielonej Górze.

CZYTAJ DALEJ

Dopóki nie spotkam Boga, jestem niewidomy

2026-03-09 11:09

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Emmanuel Tzanes/pl.wikipedia.org

Dopóki nie spotkam Boga, jestem niewidomy, żyję życiem połowicznym. Odradzam się do pełni życia dopiero wtedy, kiedy spotkam się z Bogiem, kiedy stanę przed Nim w prawdzie, pokażę Mu się takim, jaki jestem, niczego nie ukrywając. Bóg jest światłością świata – i moją. Pokaże to noc paschalna, która zajaśnieje pełnią światła.

Jezus, przechodząc, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: «Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice?» Jezus odpowiedział: «Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Trzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata». To powiedziawszy, splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: «Idź, obmyj się w sadzawce Siloam» – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: «Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?» Jedni twierdzili: «Tak, to jest ten», a inni przeczyli: «Nie, jest tylko do tamtego podobny». On zaś mówił: «To ja jestem». Mówili więc do niego: «Jakżeż oczy ci się otworzyły?» On odpowiedział: «Człowiek, zwany Jezusem, uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: „Idź do sadzawki Siloam i obmyj się”. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem». Rzekli do niego: «Gdzież On jest?» Odrzekł: «Nie wiem». Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: «Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę». Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: «Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu». Inni powiedzieli: «Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?» I powstał wśród nich rozłam. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: «A ty, co o Nim mówisz, jako że ci otworzył oczy?» Odpowiedział: «To prorok». Żydzi jednak nie uwierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, aż przywołali rodziców tego, który przejrzał; i wypytywali ich, mówiąc: «Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomy urodził? W jaki to sposób teraz widzi?» Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: «Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomy. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi; nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, będzie mówił sam za siebie». Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: «Ma swoje lata, jego samego zapytajcie». Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: «Oddaj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem». Na to odpowiedział: «Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę». Rzekli więc do niego: «Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy?» Odpowiedział im: «Już wam powiedziałem, a wy nie słuchaliście. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami?» Wówczas go obrzucili obelgami i rzekli: «To ty jesteś Jego uczniem, a my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś, to nie wiemy, skąd pochodzi». Na to odpowiedział im ów człowiek: «W tym wszystkim dziwne jest to, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg nie wysłuchuje grzeszników, ale wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic uczynić». Rzekli mu w odpowiedzi: «Cały urodziłeś się w grzechach, a nas pouczasz?» I wyrzucili go precz. Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go, rzekł do niego: «Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?» On odpowiedział: «A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?» Rzekł do niego Jezus: «Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie». On zaś odpowiedział: «Wierzę, Panie!» i oddał Mu pokłon. A Jezus rzekł: «Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, żeby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi». Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli, i rzekli do Niego: «Czyż i my jesteśmy niewidomi?» Jezus powiedział do nich: «Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: „Widzimy”, grzech wasz trwa nadal».
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję